LEGENDY WROCŁAWIA
Dawne były czasy gdy na miejscu dzisiejszego Wrocławia szumiały gęste lasy, a nad brzegami Odry i Oławy bobry budowały swe żerenie. A że nie było wówczas uczonych kronikarzy , więc tylko wśród ludu przechowały się niewyraźne wspomnienia o tym, jak na owym miejscu osiedlili sie pierwsi ludzie. Z czasem powstały coraz to większe i piękniejsze budowle, osiedla, dzielnice.Niemal każda z nich ma swoją historię, tajemnicę, legendę...
PSIE POLE

Lotnicze Zakłady Naukowe znajdują się w dzielnicy Psie Pole. Zatem odpowiedzmy sobie na pytanie; Dlaczego właściwie "Psie Pole"?! Otóż w roku 1109 pod Wrocławiem naprzeciw siebie ustawiły się wojska polskie i niemieckie, które pewne zwycięstwa z radością oczekiwały wojny. Mimo zmęczenia pochodem w kraju wrogiej im polskiej ludności, pozostali ufni w swą przewagę liczebną i lepsze uzbrojenie.Pragnęli nareszcie rozstrzygnięcia wojny. Jednak losy wojny potoczyły się inaczej, niż się spodziewano.W ogromnym, otwartym boju skruszyła się największa potęga ówczesnej Europy. Po bitwie na polu została masa niemieckich trupów, z których zrobiły sobie straszliwą ucztę wszystkie okoliczne, bezpańskie psy. Od tego czasu miejsce to nosi nazwę Psiego Pola.


WĘDROWNY KAZNODZIEJA
Biegł często do wiosek, na place i rozstaje dróg, aby znaleźć tych, których Ewangelia nazywa chorymi i kulawymi, i nakarmić ich życiodajnym posiłkiem, a upadających umocnić. Przypiekało go południowe słońce, krwawy pot niemal go zalewał, gardło wysychało z pragnienia, lecz jego nie zmęczyła ani nie złamała niepogoda ani trudy podróży i pracy. Jedynym jego pragnieniem było znaleźć zbłąkane owce, zagubione wyprowadzić na prostą drogę, a ich dusze zbawiennie pokrzepić.

OBLĘŻENIE WROCŁAWIA
Z postoju pod Raciborzem Tatarzy szybko przybywają pod Wrocław. A kiedy wszyscy mieszczanie ogarnięci podobnym strachem jak krakowianie do tego stopnia, że chwytali w największym popłochu i pośpiechu tylko cenniejsze rzeczy, uciekając pospiesznie, jakby Tatarzy byli już na miejscu, opuścili miasto pełne nie tylko żywności, ale i wielu bogactw, rycerze i ludzie Henryka wyszedłszy z zamku, który obsadzili dla obrony, z wielkim pośpiechem zwożą do zamku majątek i żywność i dopiero wtedy puste miasto przezornie podpalają, żeby Tatarzy nie mogli zawładnąć jego domami i chlubić się jego spaleniem albo urządzić tam postoju. Tatarzy zaś zastawszy miasto spalone i ogołocone, zarówno z ludzi, jak z jakiegokolwiek majątku, oblegają zamek wrocławski. Lecz gdy przez kilka dni przeciągali oblężenie, nie usiłując zdobyć zamku, brat Czesław z Zakonu Kaznodziejskiego, z pochodzenia Polak, pierwszy przeor klasztoru św. Wojciecha we Wrocławiu, który sam z braćmi ze swojego zakonu i innymi wiernymi schronił się na zamku wrocławskim, modlitwą ze łzami wzniesioną do Boga odparł oblężenie. Kiedy bowiem trwał w modlitwie, ognisty słup zstąpił z nieba nad jego głową i oświetlił niewypowiedzianie oślepiającym blaskiem całą okolicę i teren miasta Wrocławia. Pod wpływem tego niezwykłego zjawiska serca Tatarów ogarnął strach i osłupienie do tego stopnia, że zaniechawszy oblężenia, uciekli raczej niż odeszli.

NOWY MOJŻESZ
Straszliwi Tatarzy, przebiegłszy Ruś oraz całą Polskę, zabijając i paląc wszystko wzdłuż i wszerz, dotarli również na Śląsk, gdyż żadni obrońcy nie potrafili ich zatrzymać. Oblegli Wrocław, główną twierdzę tej ziemi. Pod naporem wroga, w obawie przed ogniem i mieczem, wrocławianie porzucili miasto i schronili się na zamku. Nie wiedzieli nieszczęśni, co mogłoby ich obronić. Rzeka? Tę mogli wrogowie przejść. Mury? Te umieli Tatarzy zniszczyć ogniem. Żołnierze? Tych nie było. Zwracają oczy na Czesława, który był wówczas w mieście, i w tym wielkim niebezpieczeństwie życia oraz mienia błagają o pomoc. Ten, pod wpływem nalegań, odważył się na przedziwny czyn; niby drugi Mojżesz, który powalił Amalekitów wyciągniętym ramieniem [por. Wj 17, 11-13]. Oddał się cały modlitwom i złożył się w świętej ofierze za wszystkich. A kiedy zstąpił na mury zamku, aby swoją piersią, którą osłaniała tarcza wiary, bronić uciśnionych przed wrogiem, oto płomień łagodnego i kojącego światła zstąpił na niego z nieba i otoczył w postaci kuli jego głowę. Kulę tę natychmiast zauważyli w swoim obozie wrogowie, a ponieważ wielu spośród nich zabiła, w obawie przed śmiercią odstąpili od oblężenia.

KLUSKOWA BRAMA
Dawno, dawno temu żyła sobie spokojna rodzina Agnieszka i Konrad. Agnieszka gotowała pyszne kluski. Konrad robił naczynia, a później sprzedawał je na rynku. Pewnego dnia Agnieszka ciężko zachorowała. Po kilku dniach umarła. Zmartwiony Konrad chodził głodny, bo nie umiał gotować. Sąsiadki zawsze gotowały trochę więcej i częstowały go, ale to mu nie smakowało. Pewnego dnia, kiedy Konrad wracał z targu zmęczony i głodny zasnął pod bramą. Przyśniła mu się Agnieszka, która we śnie dała mu miskę klusek. Postawiła mu warunek. Codziennie w misce miał zostawić jedną kluskę, a następnego dnia miska znów będzie pełna. Nagle Konrad obudził się, ale śnił mu się dziwny sen, pomyślał -patrzy, a tam miska. Konrad szybko zabrał się do jedzenia. Na dnie miski zostawił jedną- największą kluskę. Pomyślał sobie, że ta kluska na pewno jest najlepsza, więc warto ją zjeść. Wziął kluskę do ręki , ale ona mu uciekła. Złapał ją jeszcze raz ,ale ona znowu mu uciekła. Chwycił kluskę , ale ona znowu mu wypadła, tym razem na bramę. Zaczął się wspinać i kiedy już wszedł na górę kluska skamieniała. Konrad zszedł, zabrał miskę i poszedł do domu. Następnego dnia patrzy, a miska jest pusta. I tak od tej pory kamienna kluska leży na jednej z wrocławskich bram

KOŚCIÓŁ NA DACHU
Dawno , dawno temu żyli sobie książę Henryk i biskup Tomasz. Książę był bardzo dobrym człowiekiem. Miał tylko jedną wadę-myślał, że jest najważniejszy. Tak samo myślał o sobie biskup i ciągle się kłócili o to , który z nich jest najważniejszy . Pewnego dnia pojechali prosić arcybiskupa o rozstrzygnięcie sporu. Arcybiskup poradził im, żeby na znak zgody wybudowali kościół. Kościół miał nosić nazwę Św. Bartłomieja. Kopiąc dół pod fundamenty jeden z robotników zobaczył korzenie w kształcie krzyża. Natychmiast powiadomił o tym biskupa. Po wysłuchaniu tej wiadomości biskup poszedł do księcia i zaproponował zmianę nazwy kościoła na kościół pod wezwaniem Św. Krzyża , ale na to nie chciał zgodzić się książę. I znowu pojechali do arcybiskupa. Ten powiedział, że najlepiej będzie, jeżeli wybudują jeden kościół na dachu drugiego. I tak do kościoła Św. Krzyża wchodzi się dwudziestoma czterema schodami w górę, a do kościoła Św. Bartłomieja siedemnastoma w dół.

LEGENDA O KAMIENNEJ GŁOWIE
Niegdyś żył sobie człowiek zwany Mistrzem. Miał piękną i bogatą córkę. Chciał, aby wyszła za mąż za bogatego człowieka. W córce zakochał się jeden z uczniów Mistrza. Chciał się z nią ożenić, ale on nie zgadzał się. Uważał, że uczeń chce się żenić dla bogactwa. Mistrz zagroził, że jeżeli będzie się spotykał z jego córką to wyrzuci go z warsztatu. Uczeń zlekceważył tę groźbę, a Mistrz dotrzymał danego mu słowa i wydalił go, aby się zemścić uczeń podpalił jego dom. Wszedł na wieżę kościelną i patrzył przez małe okienko na płonący dom. Cieszył się ze swojej zemsty. Głowa utknęła mu w małym okienku i nie mógł jej wyciągnąć. Chciał wołać o pomoc, ale nie mógł, bo zamienił się w kamień.