Zobacz wywiad

Pani Irena Szymion zgodziła się nam opowiedzieć o swoim hobby:
        Mieszkam w Stanisławkach i tam też już od 20 lat prowadzę skansen. Moja pasja zaczęła się od urodzenia, spowodowane to było tym, że urodziłam się tu, w zabytkowej chacie, mój ojciec był historykiem i poszłam w jego ślady. Na poważnie wszystko się zaczęło od 1983 r., korzenie mojej rodziny sięgają do 1920 r., kiedy mój pradziadek po powrocie z USA postanowił zakupić jakąś posiadłość.
        Zakupił tą posiadłość od Niemców opuszczających Polskę. Głównymi czynnikami, które spowodowały to, że pradziadek postanowił zakupić tę posiadłość były nieopodal stąd woda, o którą w tamtych czasach było bardzo ciężko oraz właśnie ta piękna zabytkowa chata. Od tamtej pory moja rodzina zamieszkiwała tę posiadłość, przez 85 lat nagromadziło tu się bardzo dużo rzeczy. Mój ojciec również miał pasję gromadzenia zabytków, jak już wspomniałam był historykiem, nauczał w szkole, nie chciał wchodzić do obecnej partii, więc zdegradowano go ze stanowiska nauczyciela, nigdy już nie powrócił na to stanowisko. Pisał piękne listy, które również są w moim posiadaniu. Po śmierci ojca wszystko odziedziczyłam i postanowiłam otworzyć pierwszą izbę, natychmiast pojawili się chętni do obejrzenia eksponatów, to dało początek do rozrastania się muzeum. Kolejne eksponaty były dostarczane przez niektórych ludzi, którzy w ciągu 20 lat odwiedzali muzeum.





















Zobacz wywiad


        Utrzymanie tej chaty jest drogie, trzeba ją restaurować, aby z biegiem czasu nie uległa zniszczeniu. Jest ona narażona na działania atmosferyczne, które niszczą poszycie dachowe, stolarkę okienną, zaś stan belek już w 1920 roku nie był najlepszy, poza tym belki były składane bez użycia gwoździ. Ludzie z mojej wsi byli na tyle dobrzy, że pomogli mi w naprawie dachu, niestety stolarkę nie da się odtworzyć, są fachowcy w tej dziedzinie, mogliby zrobić nową stolarkę, ale starej odtworzyć się już nie da. Staram się jak najmniejszym kosztem spowolnić dalszą destrukcję chaty, np. na zimę zasuwam kartonami i płytami drzwi, żeby nie zasypał to śnieg.
        Wewnątrz wszystkie zabytki również trzeba restaurować, natłuszczać, wszystkie książki, obrazy na zimę przenoszę z chaty do domu i na tym polega moja rola. Duży pokłon należy oddać młodzieży, która wrzuca do skarbonki niewielkie pieniądze - przydają się. Skansen jest całym kompleksem zabytków, w tej wsi takie chaty są trzy, obok siebie. Ludzie budujący tę wieś budowali też budynki publiczne, kaplicę i szkołę, do tego wchodzą również trzy cmentarze, to jest cały kompleks skansenu. Jak już wspomniałam ta chata wchodzi w zakres mojej działalności, ale dwie pozostałe chaty już nie, są one pod opieką innych ludzi którzy mogą zmieniać pokrywę dachową, stolarkę. Natomiast kaplica to obiekt, który po II wojnie światowej był obiektem świeckim; kiedy szkołę zlikwidowano, postarałam się, aby wróciło początkowe znaczenie kaplicy. Teraz jest to kaplica katolicka, o którą dba gmina.












Zobacz wywiad

        Zakres mojej działalności dosięga cmentarzy, były one zaniedbane, i nieużytkowane. W tej chwili, dzięki mnie, są one uporządkowane, zbędny drzewostan został usunięty, nagrobki wyczyszczone. Zajmowanie się skansenem jest czasochłonne- teraz jestem w dobrej sytuacji, ponieważ jestem na emeryturze i mam dużo czasu. W lato jest bardzo dużo wycieczek odwiedzających skansen.
        Każde pomieszczenie trzeba sprzątać, więcej czasu poświęcam na sprzątanie niż na jakąś inną działalność, ponieważ są to stare pomieszczenia, gdzie różnego rodzaju owady robią straszne spustoszenie, poza tym codziennie każdy eksponat trzeba odkurzać. Największym problemem mojego przedsięwzięcia jest to, że chata nie jest ogrzewana, uprzedzano mnie, że nie wolno tam rozpalać w piecu, a nie stać mnie, aby zainstalować tam ogrzewanie elektryczne. W lato otwieram wszystkie okna, aby ściany mogły wyschnąć.














Zobacz wywiad


        Najbardziej cennym eksponatem jest dzbanuszek, który zostawił Napoleon, gdy jego armia maszerowała ku Moskwie. Jest on przepięknego kształtu i zdobnictwa, u spodu ma wyrytą datę powstania, jest to 1815 rok. W Ryńsku byłam członkiem jury, przy okazji pokazywałam młodzieży eksponaty i nauczycielka podeszła do mnie, pytając, czy mogłaby dać mi coś bardzo osobistego. Spodziewałam się jakichś korali, biżuterii... Okazało się jednak, że to był właśnie ten dzbanuszek.
        Następnym godnym uwagi eksponatem jest biżuteria, jedna gablota eksponuje nam rzeczy z powstań narodowych - jest tam bransoleta, którą nosiły wszystkie szlachcianki. Taka biżuteria jest bardzo cenna, bo jest ona ze srebra, ale z czarnej laki - była ona jedynym znakiem żałoby po powstaniach. Oznaczała ona całą tragedie powstań, a najbardziej powstania styczniowego, które, jak reszta, zakończyło się niepowodzeniem i położyło kres powstaniom polskiego narodu.

























Zobacz wywiad


        Jeszcze jednym eksponatem wartym uwagi jest budzik, który posiada pewne elementy dotyczące historii Wąbrzeźna. Został on mi przekazany przez Waldemara Kobierskiego, był on przewodniczącym miejskiej rady narodowej, interesował się historią. Przedwojenny zegarmistrz wykonał samodzielnie ten budzik, cały mechanizm, obudowa, wskazówki, wszystko to było dziełem zegarmistrza. To urządzenie ma wypisane na cyferblacie nazwisko wykonawcy, jest to Pan Gajkowski, napisał on, że pochodzi z Wąbrzeźna, niestety nie ma daty, ale wszystko wskazuje na to, że ten eksponat ma około 70 - 80 lat.
        Na tych terenach było o wiele więcej chat niż dzisiaj możemy oglądać. Ich destrukcja wynikała z tego faktu, że były one budowane z gliny. Nie powstały one tu, w środku wsi, tylko na wschód od niej na trzech górach. Wieś we wschodniej swojej części była zamieszkiwana przez osadników holenderskich, których sprowadził tutaj król. To byli pierwsi założyciele tej wsi, pierwszych dziesięciu założycieli, na tych trzech górach stworzyli oni pierwsze chaty. Bardzo dobrze wywiązali się ze swojego zadania, co doprowadziło do tego, że król pozwolił im na założenie drugiej wsi i tak powstała wieś Katarzynki.
        W mojej chacie luki pod poddaszem uzupełniają gliniane cegły z tego powodu, że bal jest nierozciągliwa, a czymś trzeba było załatać te luki. Napisałam monografię miejscowości Stanisławki, odwiedziłam starych ludzi, byłam w archiwach, nagromadziłam dużo cennych informacji i napisałam tę monografię. Nie jest wydana z powodów finansowych, nie stać mnie na to by utworzyć wydawnictwo, po za tym jest to tak mała miejscowość, że nabywców tej monografii byłoby bardo niewielu. Pozyskiwanie informacji było czasochłonne i mozolne, ale pisanie nigdy nie sprawiało mi żadnych trudności. Ksiądz Połomski zbudował nam ten piękny kościół, zbudował dwie wieże, dwie nawy i to w czasie zaborów. Wszystko zaczęło się od tego, że przypadkowo na cmentarzu zobaczyłam jego nagrobek, w Wąbrzeźnie jego imieniem nie była nazwana żadna ulica, choć tak wiele zrobił. Postanowiłam dowiedzieć się coś więcej o tej postaci dowiedziałam się właśnie o tym, że budował kościół, wieże, jeszcze doszukałam się informacji o jego rodzinie. Napisałam jego biografię, umieszczono ją w czasopiśmie i dzięki temu dziś mamy ulicę nazwaną jego imieniem.”



Pokaz skansenu



        Po uzyskaniu tych cennych informacji podziękowaliśmy Pani Szymion za poświecenie swojego cennego czasu i pożegnaliśmy się.