Obrzędy i zwyczaje - świniobicie

Okazją do spotkań rodzinnych i sąsiedzkich było  świniobicie.  W tym dniu przychodził specjalnie zamówiony „masorz” - rzeźnik (zawsze było w wiosce kilku samouków). Czasem wykonywał tę czynność sam gospodarz. Wyprowadzano świnię z obory, po czym rzeźnik  zabijał ją. Zabite zwierzę układano w dużym, drewnianym korycie (fotografia obok), gdzie je parzono wrzątkiem, by łatwiej można było usunąć owłosienie ze skóry.
Teraz  następowało "rozbieranie" (porcjowanie) mięsa. Do oddzielnego garnka wkładano tzw. podgardle. Gotowano je do miękkości, a następnie porcjowano na drobne kawałki. Jeśli podgardle było zbyt tłuste rzeźnik dodawał trochę innego mięsa. Gdy podgardle było już gotowe, zwoływano sąsiadów i rodzinę na poczęstunek. Zasiadano przy stole, na którym musiała znaleźć się również wódka.
Po tym poczęstunku wracano do wykonywania wyrobów mięsnych: kaszanki, pasztetówki, salcesonu i kiełbasy.
Ta ostatnia była wędzona w specjalnych przydomowych „wędzokach”. Do wędzenia używano najczęściej drzewa śliwkowego, które nadawało kiełbasie ładny kolor i aromat.
Po świniobiciu następowało obdarowywanie mięsem (najczęściej bliskich sąsiadów i zaprzyjaźnionych z rodziną). Miało to swój praktyczny wymiar. Świniobicie miało miejsce dwa, trzy razy w roku, w każdym gospodarstwie. Dawanie mięsa i oczekiwanie rewanżu było więc niepowtarzalną w formie dystrybucją mięsa.

powrót