Rzemiosło znane i mniej znane

 

 

RZEMIOSŁO  -  rys historyczny

     Rzemiosło wiejskie posiada na Opolszczyźnie stare tradycje sięgające czasów przedhistorycznych. Do najstarszych rzemiosł zaliczyć należy kowalstwo, bednarstwo, kołodziejstwo, ciesielstwo, garncarstwo, natomiast do młodszych krawiectwo, szewstwo, murarstwo, stolarstwo (szczególnie budowlane), zduństwo.  Z uboższej ludności rekrutowali się  np. wypalacze węgla drzewnego („kurzocy”), smolarze, flisacy („matackourze”).    Mniej więcej od końca XIX wieku aż do pierwszej wojny światowej widzimy wyraźnie ożywianie się działalności produkcyjnej w obrębie niektórych rzemiosł np. tych , które obsługiwały produkcję rolną i zaspokajające potrzeby bytowe mieszkańców . W 1842 roku w Dobrzeniu Wielkim było 3 kowali , 2 kołodziejów , 2 tkaczy , 3 młynarzy , 2 piekarzy ,3 rzeźników, był majster budujący barki wodne , 8 matackarzy zajmujących się spławem drzewa po Odrze. W Chróścicach coraz większą rolę odgrywało przetwarzanie rosnącej nad Odrą wikliny , z której wyplatano kosze , a także meble W Czarnowąsach działał browar , gorzelnia , tartak , dwa młyny . W Kupie działał młyn wodny , wiatrak , huta szkła , gorzelnia , otwarto tartak  . W Krzanowicach pracowały olejarnia i wiatrak . W Dobrzeniu Wielkim w 1890 otworzono funkcjonującą do dziś cegielnię , co było bardzo popierane przez władze pruskie , gdyż związane było z przebudową wsi i jej zabezpieczeniem przed pożarami – domy drewniane zastępowano murowanymi . W 1903 roku Józef Mehl wybudował stocznię , przy niej postawiono tartak , postawiono fabrykę włókienniczą . W okolicy działały drobne zakłady spożywcze , - młyny , piekarnie .  Rozwój budownictwa murowanego przypadający jako zjawisko masowe na schyłkową fazę XIX wieku rozwija  ciesielstwo, murarstwo, stolarstwo budowlane, dekarstwo, zduństwo, krawiectwo, szewstwo, koszykarstwo.

Po drugiej wojnie światowej powstają spółdzielcze warsztaty np. koszykarskie, kowalskie, a równocześnie stwierdzamy wyraźny zanik niektórych indywidualnych warsztatów rzemieślniczych (np. całkowity zanik młynów wietrznych). Zjawisko powyższe wiąże się z rozwojem przemysłu oraz z ogólnymi przeobrażeniami gospodarczo-społecznymi w okresie powojennym

 

RZEMIOSŁO  DAWNIEJ  [ wybrane ]

 

 

-  „matackourze  -  tak mówiono w Dobrzeniu  na flisaków , czyli ludzi pływających na łodziach po Odrze .  Była to grupa społeczna związana bezpośrednio  z Odrą. Patronką wodniaków była święta Barbara . Do niej zwracano się o pomoc .W folklorze odrzańskim największą rolę odgrywał „chrzest wodny ‘’, któremu musiał się poddać każdy nowicjusz , czyli właściwie dzieci, 14-15 letni chłopcy .Nazywano ich synkami. Na łodzi odbywali oni 3- letni staż . Jeżeli wykazywali odpowiednie przygotowanie i chęć dalszego pływania awansowali na bosmana , potem sternika .Po latach praktyki i zdobyciu patentu mogli pływać u armatora lub właściciela barki .Sternicy byli odpowiedzialni za ładunek i całą barkę .  Był to zawód z tradycjami rodzinnymi .  Często na barce pływała cała rodzina tj. ojciec z kilkoma synami. Nie ma już w Dobrzeniu zawodu „ matackourza’’. Ostatnimi  dobrzeniakami pływającymi po Odrze byli kapitan statku Walter Kokot oraz kierownik pchacza Andrzej Buhl z Dobrzenia Małego  [1975 rok].

. - „koszykarze’’ –  byli grupą społeczną pośrednio związana z Odrą ,  gwarowo zwani „kosykourze ‘’, „ ploutkorze ‘’. Chróścice , Siołkowice Stare były jednym z czterech ośrodków zajmujacych się produkcją wyrobów z wikliny rosnącej nad Odrą . Wspomagali ich mieszkańcy Popielowa , Kup , Dobrzenia Wielkiego. Koszyki i inne wyroby z wikliny plotły kobiety , dzieci i ci , którzy nie nadawali się do pracy fizycznej . Początkowo był to zawód , który nie przynosił wielu korzyści materialnych , produkcja na szeroka skalę rozwinęła się dopiero po roku  1945 . Koszykarze sprzedawali swoje wyroby na targu w Opolu . Jarmark był dużą atrakcją szczególnie dla młodych , tak, że każdy rwał się ,aby z gotowym towarem sam jechać na targ .Obecnie w Chróścicach i Siołkowicach  prowadzony jest zakład wikliniarski

Koszykarze przy sortowaniu wikliny.

 

-pszczelarze  – do końca XIX wieku bartnicy prowadzili pszczoły w kłodach stojących , z których wycinali plastry z miodem . Zaczęto stosować też  „loudki’’czyli skrzynki z zakładanymi listewkami . Pszczelarstwo na ulach ramkowych zaczęło się tu po roku 1902 , kiedy to Jakub Kania sprowadził pierwszy ul typu warszawskiego , otwieranego z góry . Najsłynniejszym pszczelarzem był kapelan parafii siołkowickiej Jan Dzierżon. W naszym regionie spotykamy w obecnie pasieki produkujące miód .

-miotlarze – rozwinęło się głównie w Siołkowicach Nowych . Trudnili się nim mężczyźni i  kobiety w okresie zimowym . Materiałem do wyrobu mioteł były gałązki brzozowe zwane chrustem . Miotlarze zaopatrywali się w nie w pobliskich lasach i na polach . Przycięta i posortowaną według długości brzezinę związywało się wiklina nabytą u koszykarzy. Rzemiosło to występuje również dzisiaj .  

-laćkorze – stanowili grupę niewykwalifikowanych rękodzielników wyrabiających pantofle bez pięt czyli laćki

-młynarze – zawód ten należał do najstarszych i  najpowszechniejszych  od XIII wieku do XX ,  dopóki młyny wodne i wiatraki nie  zostały wyparte przez młyny parowe i elektryczne,  a  budownictwo drewniane przez murowane .  . Drewniane młyny zbożowe i wiatraki znajdowały się np.w  Dobrzeniu Wielkim , Chróścicach , Siołkowicach  , Popielowie .

-kołodzieje –warsztaty znajdowały się w Popielowie , Chróścicach , Starych Siołkowicach . Kołodziej wyrabiał koła do wozów drewnianych , a także dyszle , wagi , orczyki ,styliska do łopat . Materiałem , którym posługiwał się było twarde drzewo liściaste – dąb , buk , jesion , akacja . Narzędzia , które używał to : strugi , wiertła , dłuta , tokarki , piły .

-bednarze – produkował naczynia drewniane z drzewa sosnowego , świerkowego i dębowego . Wyroby były wykonywane ręcznie za pomocą narzędzi : piły , strugi  , ośniki,  wiertła , świdry , wątornik .

-wyroby tabakierek tzw .„. tuz na śnupanou tabaka ‘’. Rzemiosło to było rozpowszechnione wśród ludu  w drugiej połowie XIX wieku , kiedy  istniał  zwyczaj zażywania tabaki . Fach ten to było „ uostatnia brzitwa ‘’ dla tych , którzy nie mogli znaleźć innego  źródła zarobku .

-powroźnictwo –prosperowało w Siołkowicach  i  na Lubieni  .  Kłaki [ odpady lniane i konopne ]  lub resztki sznurka skręcano na kołowrotku [ wózku ] . uzyskując niezbyt równy , cienki sznurek  , z którego wyrabiano powrósła .

-kowalstwo  - należy do najstarszych rzemiosł na naszym terenie , uprawiano go dziedzicznie . Kowale zajmowali się produkcją i naprawą narzędzi rolniczych . W obecnych czasach zanikło zupełnie .Można spotkać tylko jego odmianę czyli kowalstwo artystyczne , którego przykład mamy w Czarnowąsach .   

.

RZEMIOSŁO DZIŚ  [ wybrane ]

 

 

- zdun   -w rodzinie Konrada  Grossa mieszkającego w Dobrzyniu Małym zawód zduna wykonywany jest już piąte pokolenie  . Jego pradziadek Jan pochodził z Opola i pracował jako zdun i producent  drobnych wyrobów ceramicznych  [kafle piecowe ] w latach 80- tych XIX wieku . Dziadek Ryszard uczył się zawodu i jednocześnie pracował u swego ojca , a po I wojnie światowej założył w Popielowie swoją prywatną firmę , w której uczył się i pracował od 1935 roku jego syn ,a ojciec pana Konrada , Wilhelm Gross. W 1958 roku Wilhelm zaczął pracować na własny rachunek . Pod okiem ojca , przez 25 lat , zdobywał szlify w zawodzie zduna pan Konrad .Miał on wielu uczniów ,  w tym swego kuzyna , który zapoczątkował piąte pokolenie z rodu Grosów. W zawodzie zduna spotyka się coraz mniej fachowców .Wraca moda na ogrzewanie mieszkań kominkami ,więc  pracy nie brakuje

-  piekarz  - pan Wilhelm Prohaska , ojciec pana Klausa z Kup urodził się w Gliwicach . Tam nauczył się zawodu piekarza. W1934 przyjechał do Dobrzenia Wielkiego, gdzie rozpoczął pracę w piekarni Franciszka Mehla . W Ładzy prowadził swoją piekarnię do 1939 roku .W1940 roku kupił piekarnię w Kup ,gdzie pracował do1942 roku . Potem dostał powołanie do wojska . Kiedy wrócił otrzymał zatrudnienie w Brynicy , potem w Chróścicach,gdzie pracował na stanowisku piekarza do emerytury . Syn Klaus przejął tradycje ojca- w 1956 roku rozpoczął naukę zawodu w Czarnowąsach .W 1997odziedziczył piekarnię po rodzicach. Od tego czasu wyszkolił pięciu uczniów ,w tym syna Klaudiusza  ,który  pracuje tu do dziś .

-ceglarz [strycharz] – na obrzeżach Dobrzenia Wielkiego , niedaleko Odry stoi od początku  XX wieku cegielnia . Pierwsze cegły wypalano w piecu polowym , praca nie były zmechanizowane np. glinę mieszano nogami . Po śmierci pierwszych właściciel cegielnia przeszła w ręce syna jednego z nich, Jana Kijańskiego . W 1956 roku zakład przejął jego zięć Franciszek Sonsała . Ruszyła produkcja cegły pełnej , dziurawki i stropowej . Wprowadzono mechanizację procesów produkcji .  Od 1989 roku właścicielem firmy jest pan Franciszek i jego syn Bernard , czyli przedstawiciel  czwartego  pokolenia .Cegielnie znajdowały się też w Chróścicach , Siołkowicach , Popielowie .

-murarz [ mulourz ]- w okresie budownictwa drewnianego murarze zajmowali się stawianiem pieców i kominów . Koniunktura na budownictwo murowane spowodowała prawdziwy „ pęd’’ do  murarstwa i tak jest do chwili obecnej .

       

 

PLASTYKA  ARTYSTYCZNA  

 

Zmysł artystyczny i opanowanie różnych technik artystycznych przejawia się w naszym regionie szczególnie w pisankarstwie , tworzeniu koron dożynkowych oraz w koszykarstwie .

Na uwagę zasługuje fakt, iż w  gminie istnieje niewielka grupa twórców ludowych, którzy swą działalnością inspirują młode pokolenie. Należą do nich m.in.: Pani Jadwiga Wrońska – emerytowana nauczycielka chemii z miejscowego LO, zajmująca się kroszonkarstwem, Pan Arnold Koziol – mieszkaniec Chróścic, prowadzący warsztat wikliniarski, oraz Pani Marta Wosch z grupą osób zajmujących się tworzeniem wieńców dożynkowych. Działalność wyżej wymienionych artystów ludowych jest na tyle ciekawa i godna opisania, że pozwoliliśmy sobie na prezentację ich pasji – tak rzadko spotykanych i   często niedocenianej w dzisiejszych czasach.

 

Wywiad z twórcą ludowym – P. JADWIGĄ WROŃSKĄ, emerytowanym nauczycielem chemii w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym. Jej działalnością artystyczną i twórczą jest plastyka obrzędowa – kroszonkarstwo  techniką rytowniczą.

 Od kiedy Pani zajmuje się tą działalnością, tj. kroszonkarstwem ( techniką rytowniczą)?

Od dzieciństwa. Od kiedy pamiętam, zawsze mnie to interesowało. Bardzo wiele pomagałam mamie. Zaczynałam od barwienia jajek, później proste wzory....Och.,..ile pisanek pękło pod moją ręką, zanim nauczyłam się, że skorupka jest naprawdę twarda, wystarczy tylko odpowiednia technika trzymania pisanki.

 

Nasza artystka podczas pracy

                                                      A oto wspaniałe efekty ,, drapania''' pisanek .

 

Czy ktoś w Pani rodzinie zajmował się tego typu twórczością wcześniej?

Tak, mama, która również ozdabiała jajka, tyle, że stosowała inną metodę – wosk. Polewała je  woskiem, a następnie wkładała do barwnika. Natomiast mój sposób to skrobanie jajka specjalnym nożykiem. Mama bardzo lubiła malować, brat mój jest artystą. Tak więc w naszej rodzinie od dawna tkwił ,,duch artysty”. Wszyscy kochamy sztukę, muzykę. Mama grała na mandolinie, bracia na pianinie i akordeonie. Wnuk mój też bardzo ładnie rysuje, kto wie, może kiedyś on będzie zajmował się tego rodzaju twórczością...

Życzymy Pani tego.

Co Panią zainspirowało, aby zająć się właśnie ozdabianiem jajek? To przecież nie należy do łatwych zajęć?

Jak wspomniałam, to mama zachęciła mnie do tworzenia tego rodzaju dzieł.

Czy trudno jest zorganizować warsztat pracy?

Kiedyś hodowałam specjalnie kury, aby niosły białe jajka o mocnych, silnych skorupkach. To właśnie kolor jajka często decyduje o sukcesie dzieła. Białe są najlepsze.

Następnie jajko drapię specjalnym do tego celu nożykiem, który trzeba często ostrzyć, gdyż się szybko tępi. Należy pamiętać, iż jajko przeznaczone do ozdoby musi być bardzo dobrze wysuszone, bo inaczej może pęknąć. Wydmuszka również jest delikatna.

Istotne są też farby używane do malowania jajek, a właściwie ich jakość. Mam już swoje wypróbowane od lat. Im kolor na jajku ciemniejszy, tym lepiej widoczne są wzory. Następnie nacieram kroszonkę olejem.

 Czy łatwiej się Pani skrobać wydmuszkę, czy ugotowane jajko ?

Jest mi to obojętne. Najważniejsze, by jajko miało odpowiedni podkład kolorystyczny. Wydmuszki trudniej jest pomalować równomiernie – i w tym tkwi różnica. Ale ich wartość tkwi w trwałości.

Czy posiada Pani tajemnicę związaną z barwieniem jajek, skrobaniem...?

Na pewno praca ta bardzo relaksuje. Gdy mam zły humor, chandrę moja  twórczość jest wtedy jak lekarstwo. Bardzo lubię swoją pasję!

Skąd czerpie Pani pomysły wzornicze?

Często moją inspiracją są dowolne wzory z firanek. Bywa, że nic nie napawa mnie pomysłem, wówczas odkładam pracę i zajmuję się czymś innym. Do czasu, aż nowe pomysły natchną moją osobę.

Czy jest Pani zrzeszona w jakimś związku, stowarzyszeniu?

Do Stowarzyszenia Twórców Ludowych nie należę. Współpracuję natomiast z izbą regionalną przy GOK w Dobrzeniu Wielkim.

Czy bierze, bądź brała Pani udział w konkursach kroszonkarskich?

Tak, dwa razy. W latach 1994 - 1995 uczestniczyłam w wojewódzkim konkursie kroszonkarskim w Opolu organizowanym przez Muzeum Wsi Opolskiej. W w/w konkursie brało udział ponad osiemdziesięciu twórców. Ja zajęłam miejsce w pierwszej dwudziestce,  moje kroszonki znalazły się na wystawie muzeum. Brałam udział również w konkursach organizowanych przy  izbie regionalnej w GOK w Dobrzeniu Wielkim. Tam zwykle zajmuję czołowe miejsca. Bardzo lubię dzielić się swoją wiedzą na temat kroszonkarstwa z dziećmi i młodzieżą szkolną. Często jestem zapraszana do szkół w celu podtrzymywania twórczości ludowej.

 

Żeby nauka nie „poszła w las”

Wojewódzki Konkurs Kroszonkarski

 

Nasz Twórca Ludowy ze swoim dorobkiem

Jak długo trwa wytworzenie jednej kroszonki?

Trudno mi powiedzieć. Często skrobię jajko w odstępach czasowych. Na konkursach obowiązuje limit czasowy. Osobiście nie lubię być ograniczana czasem. Największą przyjemność w mojej pasji sprawia mi możliwość pracy nad dziełem o każdej porze dnia i nocy.

Dla przyjemności zacznę skrobać jajko, następnie zostawię na jakiś czas.

Na konkursach przysługują dwie godziny na jedno jajko – to stanowczo za mało! Nie można się spieszyć, bo wówczas nie uda się. Należy ozdabiać pisankę powoli, spokojnie. Bywa, że czasem w zimie skrobię kroszonki

Więc jest dowód na to, iż każda pora jest odpowiednia na tę twórczość.

Czy można taką pracą zająć się zawodowo?

Inni się zajmują, ale ja bym nie potrafiła. Nie, na pewno nie. Z każdą z kroszonek  przeze mnie zrobionych jestem w jakiś sposób związana. Nie potrafiłabym ich sprzedawać. Proponowano mi, bym zajęła się tym zawodowo, ale zawsze odmawiam. Wówczas nie byłoby to przyjemnością, a co za tym idzie pasją.

 

 Wywiad z twórcą ludowym – P. MARTĄ WOSCH, emerytowaną krawcową. Jej działalnością artystyczną i twórczą jest plastyka obrzędowa – tworzenie wieńców dożynkowych.

 

Od kiedy Pani zajmuje się tą działalnością?

Zajmuję się tą działalnością od 30 lat. Na początku było to związane z Kołem Gospodyń Wiejskich. Obecnie utworzyła się stała grupa osób, uczestnicząca w tworzeniu wieńca.

 

 

Wieniec dożynkowy

 

Czy trudno jest zorganizować warsztat pracy?

Cała praca rozpoczyna się od ścinania przez gospodarzy, w odpowiednim czasie dojrzewania, zbóż. W dalszej części gromadzimy się w wybranym domu trzy gatunki zboża: pszenicy, owsa i pszenżyta, które dostarczają nam miejscowi gospodarze. Natomiast kwiaty, owoce i warzywa zbieramy w miarę swoich możliwości. 

Skąd czerpie Pani pomysły wzornicze?

Kształt i wygląd wieńca jest pomysłem naszego autorstwa, tworem naszej wyobraźni.

Czy jest Pani zrzeszona w jakimś związku, stowarzyszeniu?

Nie należę do żadnego stowarzyszenia. W przeszłości uczestniczyłam w spotkaniach Koła Gospodyń Wiejskich.

 Jak długo trwa wytworzenie jednego wieńca dożynkowego?

Tworzenie wieńca rozpoczyna się wybraniem Starosty i Starościny na Zebraniu Sołeckim. U Starosty organizuje i nadzoruje się całą pracę nad dziełem. Wytwarzanie wieńca trwa na ogół pięć dni, od poniedziałku do piątku. Praca odbywa się popołudniami od godz. 16.00 do 20.00. Ostatniego dnia ( piątek) wieniec przyozdabiany jest świeżymi kwiatami, owocami i warzywami. Bardzo dużą uwagę przywiązujemy do używania naturalnych materiałów w swojej pracy.

Proszę opisać krok po kroku w jaki sposób wykonywana jest sama korona wieńca dożynkowego?

Zboże ścina się przed dojrzewaniem, powinno je się suszyć kłosami w dół. Wykonujemy koronę z trzech gatunków zbóż: z pszenicy, owsa i pszenżyta, ponieważ żyta mało się już uprawia.

Układa się równiutko, mówimy ,,na garści” i obcina się słomę od kłosa na 25 – 30 cm  . Takie garści są równiutko układane na stelaż korony i wiązane sznurem. Po opleceniu korony następuje przybieranie, czyli strojenie. Nie ma na niej nigdy sztucznych owoców ani kwiatów, wszystkim czym jest przybrana, jest naturalne.

 

 

 

 

Wieniec z koroną

Czy bierze, bądź brała Pani udział w konkursach?

Wieńce wystawiane są w Kościele Parafialnym na uroczystości dożynek. W dotychczasowej naszej działalności tylko raz braliśmy udział w Wojewódzkim Konkursie koron dożynkowych w Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach. Tworzyliśmy ją z ziaren zbóż, co wymagało dużej sprawności, zaangażowania oraz dokładności manualnej. Poza tym co roku bierzemy udział w Gminnych Konkursach Dożynkowych. Zajmowałyśmy często czołowe miejsca za co otrzymywałyśmy nagrody pieniężne. Środki te przeznaczałyśmy na różne cele na rzecz rozwoju Gminy Dobrzeń Wielki.  

Brycka dożynkowa

 

Wikliniarstwo, którym zajmuje się Pan Arnold Koziol z Chróścic

 

            Wszystko zaczęło się na Babim Lesie, z którego pochodzą przodkowie Arnolda Koziol. Tu urodził się koszykarz, który koszy już nie wyplata, ale razem z żoną prowadzi rodzinny interes, zapoczątkowany na Babim Lesie przez pradziadka. Ojciec pana Arnolda wraz ze swoją siostrą kontynuowali pracę rodziny aż do powodzi w 1997 roku. Podczas powodzi zniszczeniu uległ kocioł do gotowania  wikliny oraz zgromadzona wiklina. Wybudowano nowy piec, który obecnie razem z korowarką do wikliny stoją na podwórzu bezużytecznie. Uprawianie wikliny, następnie jej gotowanie i korowanie we własnym zakresie przestało się opłacać, a nawet przynosiło straty. Zaczęto skupować gotowe wyroby od rękodzielników z Chróścic i Siołkowic a następnie je sprzedawać. Obecnie firmę prowadzi pan Arnold. By zachować rodzinną tradycję zaczął szukać rynku zbytu również za zachodnią granicą. Pan Arnold, pokazując nam miejsce, w którym jego przodek rozkręcał rodzinny interes, przypomniał sobie jak to uczono go korowania wikliny. Przypomniał sobie również wygląd domu i obejścia po ustąpieniu powodzi.  O rodzinnych przeżyciach i kłopotach opowiadał spokojnie, bez żalu, a w przyszłość patrzy z ufnością, bo rośnie zapotrzebowanie na wyroby z wikliny. Ot, chociażby kosze na drewno kominkowe. Często też ludzie zamawiają krzesła o wskazanym przez nich wzorze oraz różnej wielkości koszyki i koszyczki.

           

 

 

 

Pokaz wyplatania koszyków

 

 

 

OPOWIEŚCI PRAWDZIWE  - JAK TO PIYRWEJ BYŁO ?

 

                 Sabina  Kołodziej

                      Klasa  VI  a

       Publiczna  Szkoła  Podstawowa  nr  1

               w  Dobrzeniu  Wielkim

 

 

                                      Łopowieść  rodzinna

 

           Nazywom  się  Sabina  Kołodziej. Miynskom  w  Dobrzniu  Wielkim. Chca  Wą  łopowiejdzieć  historia  mojej  familii. Moja  rodzina  cyli  prapraołpa, praołpa, ołpa, papa,  i  mój  brat, wszyscy  po  berufie (zawodzie), mają  coś  wspólnego  z  drzewym.

            Mój  prapraołpa  nazywoł  się  Heinz  Kolodziej, a  mój  praołpa  nazywoł  się  Paul  Kolodziej. Łoba  robiyli  w  lejsie  za  siągąrzow (drwali). Mój  praołpa  pochodzioł  z  biydnej  rodziny. Było  ich  dziewiynciu  w  doma. Jako  nołstarsy  z  dziejci,  wartko  musioł  iś  do  roboty,  bo  robioł  yno  łojciec  i  ciynsko  jy  się  zyło.  Łoba  robiyli  w  lejsie, bo  wtedy  innej  roboty  nie  było. Była  to  bardzo  ciynską  praca, śtamy (pień  drzewa)  ścinało  się  piyłą ryncznie,  koniy  wywoziyło,  kładło  na  fury  i  wiozło  się  na  tartak.  W  doma  mieli  yno  jedno  koło,  wiync  jedyn  jechoł  koły,  a  drugi  sedł  na  sichta  piechty. Kiedy  wrołcali  z  roboty,  to  byli  tak  zamnconi,  ze  yno zjejdli  mitag  i  śli  spać.

            Mój  praołpa  wcas  się  łozynioł  i  tez  była  wielką.  Mioł  śtyry  dziołchy  i  śtyrech  chłopców.  Żeby  wyzywić  takoł  familia, dopiyro  musioł  kans  robić.  A  ze  innej  roboty  w  latach  trzidziestych  nie  było  to  dalej  robioł  w  lejsie.  Za  piyrwsy  geltak (pensja)  kupioł  się  koło.  Bo  to  warciej  zajechoł  do  tej  roboty.  Była  to  bardzo  ciynskoł  i  niebezbiecznoł  robota.  Podcas  ścinanioł  drzewa,  mioł  ciynski  wypadek  i  po  połra  dniach  umarł  w  śpitalu. A  wtedy  to  dziejci  zostały  same  z  matką.  Łona  się  tak  z  tego  zlynkła,  ze  pejdziała: „ Dziejci  wy  mi  już  w  lejsie  robić  nie  becie’’. 

            W  tym  casie  mój  ołpa  skońcoł  Skoła  Podstawową  i  set  się  ucyć  berufu.  Ocywiście  ołpa  tes  mioł  smykałka  żeby  robić  coś  z  drzewy,  tak  jak  jego  łojcic,  poset  się  ucyć  berufu  kołodziej.  W  tej  robocie  ucyli  się  robić  koła  z  drzewa.  Bo  przedtym  to  wszystky  yno  takiy  były  z  drzewa.  Ołpa  się  tego  wartko  naucoł,  ale  przyisły  takie  case,  ze  zacli  produkować  koła  ze  ślałchy  i  łoponą.  Wtedy  to  tyn  beruf  przestoł  istniyjć,  wiync  musioł  się  wyucyć  nowego  fachu, i  tak  mój  ołpa  zostoł  stolołrzy.  A  ze  ludzie  zawse  umiyrają  to  trza  yno  truny,  to  łon  tam  poset  do  roboty. 

            Łopejdzioł  mi  kiedyś  takoł  łopowiyść.  Kiedy  truna  była  blank  fertich  to  jedyn  z  gezelów (czeladnik),  powaloł  się  w  niej,  chcioł  wystrasyć  kumpla.  W  tym  casie  przisła  jedna  kobiyta  do  siefa,  a  tam  się  zacło  coś  rusać.  Tak  się  zlynkła,  ze  łomało  jej  serce  nie  stanoło,  a  te  gezela  dostali  łod  siefa  kara.  I  tak  połra  lot  robioł  mój  ołpa  truny,  ale  zaś  mioł  pecha  bo  umarł  jego  sief  i  fyrma  zawarli.  Musioł  sukać  nowej  roboty  i  snołd,  ale  za  ciejśla.

            Robioł  wywiązki  na  dachach.  Jakby  mioł  wszystky  dachy  zlicyć,  to  by  się  chyba  nie  dolicoł.  Na  nasej  chałpie,  u  moich  ujków  tez  robioł  wywiązki.  Zawse  widzioł  świat  z  wysoka.  Robioł  tez  gylyndry  i  lauby  z  drzewa.