Jarosław Syrnyk Wrocław
Zmiany zachodzące w świadomości narodowej ludności ukraińskiej na Dolnym Śląsku po II wojnie światowej

1 CHARAKTERYSTYKA PROCESÓW DEUKRAINIZACYJNYCH

Opisywanie procesów asymilacyjnych dotyczących określonej zbiorowości ludzkiej, w tym przypadku ukraińskiej mniejszości narodowej na Dolnym Śląsku, rozumianych tu jako stopniowe zanikanie identyfikacji przedstawicieli tej grupy ze zbiorowością, z którą była ona dotąd związana na rzecz powstawania nowych związków, tworzenia się nowej identyfikacji narodowej, nie jest w pełni możliwe przy wykorzystaniu narzędzi badawczych właściwych dla nauk historycznych. Z kolei, podejmująca zagadnienia asymilacji narodowej socjologia, zbyt łatwo – jak się wydaje – oddaje "bez walki" postulat badawczy Maxa Webera – socjologii wolnej od wartościowań, ulegając w ten sposób, pokusie kreacji nowych bytów lub stając się narzędziem działań politycznych.
W kontekście badań nad ludnością łemkowską na Dolnym Śląsku, na problem instrumentalnego traktowania kwestii łemkowskiej w celu "osłabienia orientacji narodowo-ukraińskiej wśród Łemków, a w dalszej perspektywie ich polonizacji (...)" zwrócił uwagę B. Siewierski. Wskazywał on również na błędy metodologiczne niektórych prac (np. autorstwa A. Kwileckiego) . Ponadto istniały próby udowodnienia, iż tzw. separatyzm łemkowski nie był częścią procesów denacjonalizacyjnych wśród Ukraińców, ponieważ stanowił "pierwociny tego [co można nazwać] tożsamością narodową łemkowską" . Z tego punktu widzenia, oprócz możliwości asymilacji w środowisku polskim (polonizacji Łemków), istniałaby teoretyczna możliwość asymilacji Łemków w środowisku ukraińskim, czyli – "ukrainizacji Łemków" . Twierdzenia powyższe, w ślad za cytowanym już B. Siewierskim, należy uznać jednak za nieuzasadnioną spekulację, gdyż:

"(...) Droga do zrozumienia odrębności społeczeństw wiedzie (...) poprzez analizy porównawcze wzorów kultury zbiorowości ukazujące jej uwikłania w złożonym kontekście cywilizacyjnym. Taki wgląd w kulturę łemkowską pozwala na wyodrębnienie dwóch konstytutywnych elementów uniwersum symbolicznego: chrześcijańskiego obrządku wschodniego i języka ukraińskiego (...). Fakty te wyznaczają obiektywne [podkr. moje – J.S.] kryterium pozwalające uchwycić związek zbiorowości Łemków z narodem ukraińskim. Kryterium to nie musi pokrywać się z kryterium subiektywnym tzn. samookreśleniem przynależności narodowej (...)." .

Cóż zatem pozostaje, by nie pominąć zupełnym milczeniem ważnego, wręcz jednego z kluczowych elementów opisu dziejów ludności ukraińskiej na Dolnym Śląsku? Wydaje się, że jak zwykle i najprościej należy oprzeć się na źródłach. Sine ira et studio.
Pisząc o zmianach świadomości narodowej wśród ludności ukraińskiej na Dolnym Śląsku po II wojnie światowej, można wyodrębnić trzy zasadnicze procesy tu zachodzące: trwanie lub niekiedy nawet odradzanie się ukraińskiej tożsamości narodowej, asymilację w środowisku polskim i tzw. separatyzm łemkowski, tj. artykułowany, przez część działaczy łemkowskich, postulat narodowej odrębności Łemków (czasami przejawiający się w formie wstępnej, tzn. w negacji związków Łemków z narodem ukraińskim, bez jasnego określania czym w istocie miałaby być grupa łemkowska). Z powyższymi procesami związane były działania o charakterze wewnętrznym i zewnętrznym – w tym działania sformalizowane i zinstytucjonalizowane, zmierzające do spolonizowania ludności ukraińskiej lub wykreowania i wspierania poczucia odrębnej, łemkowskiej świadomości narodowej.
Nietrudno zauważyć, że trwanie części spośród przybyłych na Dolny Śląsk Ukraińców przy ukraińskości, musiało stać w opozycji do dwóch pozostałych procesów, którym w tym sensie można nadać wspólny mianownik i nazwać je procesami "deukrainizacyjnymi". Oprócz tego, jak już wspomniano, dla części badaczy, a także części działaczy łemkowskich, podsycanie poczucia odrębności narodowej wśród Łemków, miało mieć na celu w istocie ich późniejszą polonizację. Niezależnie od oceny czym była w rzeczywistości kwestia łemkowska, należy stwierdzić, że sytuacja taka, tj. istnienie przeciwstawnych i wykluczających się zjawisk, doprowadzała do multiplikowania się konfliktów międzyludzkich, prowadzących nierzadko do wielu osobistych, ludzkich tragedii.
Zagadnieniom związanym z obroną tożsamości narodowej poświęciliśmy już dużo uwagi szczególnie w rozdziałach poświęconych organizacjom, szkolnictwu i życiu religijnemu. Równie dużo uwagi poświęcone zostało na opisanie prowadzonej wobec Ukraińców polityki państwowej. W niniejszym rozdziale zebrane zostały przeto głównie informacje, jakie przekazywane były przez poszczególne urzędy na temat postępów procesów asymilacyjnych oraz informacje dotyczące zagadnienia łemkowskiego na Dolnym Śląsku, będącego niewątpliwie wyróżnikiem tego regionu na tle dziejów ludności ukraińskiej w Polsce.

2 PROCESY ASYMILACYJNE

Proces polonizacji ludności ukraińskiej miał po 1945 roku dwa zasadnicze źródła. Z jednej strony była to naturalna unifikacja Ukraińców rozproszonych w obcym etnosie. Z pewnością od samego początku przebywania ludności ukraińskiej na Dolnym Śląsku istniała spora grupa konformistów, pogardliwie nazywana przez współziomków "perekynczykamy" , która, dla wygody lub ze strachu, starała się ukryć własną narodowość . Zjawisko konformizmu narodowego znane jest wszakże każdemu narodowi. W czasie niemieckiej okupacji zdarzały się i takie przypadki, gdy zadeklarowanie narodowości ukraińskiej mogło przynieść jakieś korzyści, począwszy od tej podstawowej, że mogło uchronić od utraty życia. Z drugiej strony jednak, na tempo polonizacji ludności ukraińskiej w zasadniczy sposób wpłynęła polityka państwa. Trudno przy tym nie zauważyć, że działania władz w kwestii ukraińskiej, odbywały się przy poparciu części społeczeństwa polskiego, a także części kleru rzymskokatolickiego.
W czasie wojny, w wystąpieniach programowych komunistów polskich, kwestie narodowościowe były traktowanie marginalizowane. Ukryto je pod sloganami o "równości i braterstwie" wszystkich narodowości. Już jednak w 1943 r. Alfred Lampe stwierdził, że "odnowione państwo polskie będzie państwem narodowym" . De facto, na późniejszy położenie mniejszości ukraińskiej w nowej Polsce wpłynęła realizacja tego właśnie założenia. Oficjalnie, kwestia narodowa była w komunistycznym państwie rozwiązywana w "duchu internacjonalistycznym". Osoby manifestujące zwyczajne postawy patriotyczne, takie jak umiłowanie ojczyzny, szacunek do własnej tradycji, historii, określano częstokroć mianem "elementu drobnomieszczańskiego", sam zaś patriotyzm, w iście orwellowskim duchu, nazywany był nacjonalizmem. Procesy społeczne zwykło się wówczas oficjalnie postrzegać z pozycji "marksistowsko-leninowskich", przez pryzmat permanentnie trwającej "walki klas". Tyle strona oficjalna. W rzeczywistości, ani w kierownictwie "partii i rządu", ani na szczeblach lokalnych, kwestia narodowa nigdy nie była całkowicie pominięta, czy ignorowana.
Niezależnie od innych czynników, w tym zwykłej socjotechniki, przesiedlenia ludności mające miejsce w latach 1944 – 1946, czy akcja "Wisła", były podyktowane przede wszystkim względami narodowymi. Jednym z, wyrażonych expressis verbis, celów wysiedleń 1947 r. była właśnie asymilacja narodowa ludności ukraińskiej. Warto w tym miejscu wyraźnie podkreślić, że choć pomysły zmierzające w kierunku ograniczonych wysiedleń ludności ukraińskiej pojawiły się jeszcze przed wybuchem II wojny światowej , a jedną z głównych wytycznych polityki emigracyjnej na obszarze dawnych województw lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego było "udostępnienie" ludności ruskiej możliwości emigracji zamorskiej, jako "bezpowrotnej" i ograniczenie jej możliwości emigracji kontynentalnej , to beneficjentem przesiedleń, nie został ani naród polski, ani tym bardziej, naród ukraiński.
W latach 1947 –1952 Ukraińcy byli praktycznie pozbawieni jakichkolwiek struktur o charakterze narodowym. Swego rodzaju urzędniczym "miernikiem świadomości narodowej" przesiedlanej ludności można nazwać nadawane tej ludności kategorie A, B, C. Jeśliby uznać, że kategoria "A" nadawana była najbardziej aktywnym reprezentantom "opcji ukraińskiej", to w przypadku Dolnego Śląska "oznaczono" w ten sposób ok. 20% przesiedleńców, czyli ok. 4 tys. osób. Według M. Dziewierskiego:

" (...) ten pierwszy okres pobytu na Ziemiach Zachodnich odznaczał się silną izolacją grupy. Praktycznie poza wymianą ekonomiczną nie wchodzono w szersze kontakty społeczne z innymi grupami osadników (...)" .

Przesiedleńcy z akcji "Wisła", a także inne grupy ludności ukraińskiej znajdowały się pod ścisłym nadzorem Urzędów Bezpieczeństwa. Każdy przejaw aktywności, noszącej choćby znamiona działalności narodowej, uznawany był za akt nacjonalizmu, w języku potocznym zaś, słowo "Ukrainiec" stało się synonimem "bandyty". Pewna liberalizacja polityki w stosunku do Ukraińców nastąpiła dopiero po kwietniu 1952 roku. Na podstawie decyzji KC PZPR , jesienią tegoż roku uruchomiono pierwsze punkty nauczania języka ukraińskiego, stale jednak odmawiano prawa istnienia cerkwi greckokatolickiej. Pojawiły się też pierwsze krytyczne uwagi dotyczące polityki władz lokalnych w odniesieniu do ukraińskiej ludności:

"(...) Po przeniesieniu, sytuację gospodarczą i polityczną tej ludności (...) charakteryzowały takie zjawiska jak nacjonalistyczny i wrogi stosunek władzy terenowej i ludności miejscowej do przesiedleńców. Kierowanie ludności ukraińskiej do najgorszych zagród i całkowite zaniedbanych punktów (...) stwarzało niezwykle ciężkie w nowym środowisku warunki bytowania, pogłębiane jeszcze nagminnie występującym dyskryminowaniem tej ludności, na odcinku politycznym, kulturalnym i gospodarczym (...)" .

W latach 1952 – 1955 mamy na Dolnym Śląsku do czynienia z nowym elementem, który może ilustrować interesujące nas zagadnienie. Chodzi o wprowadzenie nauczania języka ukraińskiego do niektórych szkół na terenie województwa wrocławskiego. Ich znikoma liczba, a przede wszystkim bardzo szybkie niekiedy ich zlikwidowanie (z projektowanych w roku szkolnym 1952/53 – 17 do 7 w roku szkolnym 1954/55) tłumaczone były głównie brakiem wymaganych deklaracji ze strony rodziców . Ich brak, świadczący na pierwszy rzut oka o niskim stopniu uświadomienia narodowego, biorąc pod uwagę realia wczesnych lat pięćdziesiątych, wcale do takiego wniosku jednak nie skłania. Tym bardziej, że po 1956 roku, w nowych warunkach społeczno-politycznych, liczba punktów nauczania języka ukraińskiego wzrosła do 23.
W zakresie rozważanej problematyki, bardzo ciekawe, choć wycinkowe, bo dotyczące powiatu Oleśnica, są informacje ze sprawozdania za rok 1954. Wskazują one na istnienie w tym powiecie rozdziału wewnątrz byłych przesiedleńców na "Ukraińców i Polaków", nie wspomina się za to o Łemkach, jako odrębnej grupie . Zagadnienie łemkowskie, znane przecież urzędnikom różnych szczebli, zostało bardziej wyeksponowane dopiero w okolicach 1956 roku. W sprawozdaniu pochodzącym z Góry Śl., właśnie z 1956 r., czytamy:

"(...) najwięcej trudności było z Łemkami, którzy stanowczo twierdzili, że z Ukraińcami nie mają nic wspólnego.(...)"

Jest swego rodzaju paradoksem, że asymilacja Ukraińców, której nie osiągnęły władze poprzez działania represyjne, stawała się faktem po 1956 roku. Oczywiście, w dziesiątym roku po wysiedleniu obraz demograficzny społeczności ukraińskiej na Dolnym Śląsku był już zupełnie inny. Wydawać by się jednakowoż mogło, że rok ów przyniósł ludności ukraińskiej większe możliwości do rozwoju własnej tożsamości narodowej. Powstały już nie tylko punkty nauczania języka ukraińskiego, lecz również szkoły z ukraińskim językiem nauczania, zaczęły też na wpół legalnie funkcjonować parafie greckokatolickie, powstało Ukraińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, tygodnik "Nasze Słowo" itd.
Z drugiej strony, w tym samym czasie pozbawiono ludność ukraińską nadziei na masowy, zorganizowany powrót na dawne ziemie. Część społeczności ukraińskiej uzmysłowiła sobie, że skoro pozostanie już na Ziemiach Odzyskanych, należy ułożyć sobie życie tu, gdzie jest. Naturalną koleją rzeczy, w wyniku zmiany pokoleń, presji reszty społeczeństwa, kontaktów z sąsiadami, poprzez szkołę, urzędy , z czasem także środki masowego przekazu, małżeństwa mieszane , Ukraińcy zaczęli wtapiać się w społeczeństwo polskie.
W zależności od lokalnych warunków, procesy deukrainizacyjne przebiegały z różnym natężeniem. Jako szybko asymilujące się określano na przełomie lat 60. i 70., skupiska ludności ukraińskiej w powiatach: legnickim, wrocławskim, wołowskim, strzegomskim, średzkim i kłodzkim. Jedynie w odniesieniu do powiatu oławskiego urzędowe sprawozdanie donosiło: "(...) ludność ukraińska bardzo powoli asymiluje się z ludnością polską (...)". Dla niektórych powiatów, procesy asymilacyjne możemy odtworzyć także na podstawie danych pośrednich takich jak ilość punktów nauczania, aktywność UTSK itp. Według jednej z urzędniczych relacji, właśnie przynależność do UTSK miała być wyrazem podkreślenia "swej odrębnej narodowości" . Biorąc je pod uwagę, wypadnie stwierdzić, iż najwolniej omawiany proces, być może ze względu na liczebność Ukraińców w tym powiecie, przebiegał w powiecie lubińskim.
Zaskakujące wyniki przynoszą dane dotyczące kolportażu "Naszego Słowa" z początku lat 60–tych. Oto, największy nakład rozchodził się we Wrocławiu i Legnicy, lecz kolejne miejsca w tym zestawieniu zajmowały powiaty z niewielkim, w większości, odsetkiem ludności ukraińskiej, w których rzadziej występowały jakiekolwiek instytucje ukraińskiego życia społecznego. Dość powiedzieć, że na terenie powiatów ze stosunkowo znacznym odsetkiem Ukraińców, jak Środa Śl., Oleśnica, Milicz, Góra, Złotoryja, czy Bolesławiec, liczba sprzedanych egzemplarzy "Naszego Słowa" wynosił tygodniowo od 2 do 6 (na powiat) .
W pochodzącym z 1966 r. sprawozdaniu z Jawora zawarta została uwaga, że ludność ukraińska nie wyraża zgody na odbywanie osobnych zebrań i wprowadzenia języka ukraińskiego do szkół dla ich dzieci, natomiast chętnie korzysta z pożyczek dla ludności niepolskiej. W sprawozdaniu z powiatu kłodzkiego (1967 r.) podawano, że "90% kobiet" załatwiających w urzędzie sprawy meldunkowo-ewidencyjne, "z uporem twierdziło", że są Polkami, choć ich rodzice "byli Ukraińcami". Mało tego, także "ich dzieci" miały stwierdzać swą polską narodowość. W ocenie urzędników kłodzkich, zaledwie 10% przyznawało się, że byli Ukraińcami, lecz – jak donosi cytowane źródło – "bez przekonania" . W Bystrzycy Kłodzkiej (1967 r.) – pisano o ludności ukraińskiej, że owszem jest w powiecie, ale "ludność ta niechętnie przyznaje się do swego pochodzenia i stara się ukryć swą przynależność narodową" . Taka sama niemal treść zawarta została w sprawozdaniu z powiatu wrocławskiego za 1967 r., wzbogacona elementem porównawczym do mniejszości greckiej i generalnej opinii urzędnika na temat postępów asymilacji mniejszości narodowych:

"(...) Co do ludności pochodzenia ukraińskiego Wydział nie posiada rozeznania z uwagi na nie przyznawanie się tej ludności do swej przynależności narodowościowej. Ogólnie można stwierdzić, że poza ludnością pochodzenia greckiego, pozostałe mniejszości uległy daleko idącej asymilacji (...)"

W Wołowie (sprawozdanie za 1967 r.) obserwowano "powolne lecz systematyczne i stopniowe asymilowanie się" Ukraińców (szybsze u młodzieży, starsze pokolenie utrzymuje tradycje, młodzież często nie zna języka, ukrywa swą narodowość zwłaszcza, gdy chce wstąpić w związek małżeński), lecz również zacieranie się problemu "ukraińsko-łemkowskiego . Także urzędnicy ze Środy Śl. i Strzelina informowali, że ludność ukraińska się asymiluje oraz ukrywa swe pochodzenie .
W sprawozdaniu z Legnicy za 1967 r. pisano o małej liczbie członków Towarzystwa, która była "wynikiem nie przyznawania się większości Ukraińców do swej narodowości i szybko postępującej asymilacją" , zaś w 1969 r. w następujący sposób:

" (...)Szybko postępująca asymilacja zlikwidowała wszystkie różnice między ludnością ukraińską i polską (...). Większość Ukraińców nie przyznaje się do swej przynależności narodowej, choć uczestniczy w imprezach organizowanych przez Koło. (...)"

Niemal identyczna opinia zawarta została w "Ocenie sytuacji politycznej w środowisku mniejszości narodowościowych na Dolnym Śląsku (1973, październik)" . Trudno nie zauważyć, że w wielu przypadkach, urzędowe opinie wzajemnie się wykluczały. Raz asymilacja postępowała, by znów innym razem przebiegała opornie. Jeszcze na początku lat 80-tych jeden z pracowników SB stwierdzał, iż:

"(...) ludność ukraińska starannie unika asymilacji.(...) . Stanowią środowisko dość zwarte, podtrzymują obyczaje kulturowe i językowe. (...)"

Jednocześnie, ten sam autor informował, iż "95% Ukraińców deklaruje w oficjalnych dokumentach narodowość polską" , co tłumaczył w sposób następujący:

"(...) W świadomości wielu obywateli polskich pochodzenia ukraińskiego, renegactwo narodowe uważa się za konieczne, aby dzieciom zapewnić lepsze (...) warunki startu życiowego i awansu społecznego.(...)

3 KWESTIA ŁEMKOWSKA

Źródła separatyzmu łemkowskiego po II wojnie światowej, którego jedną z głównych aren był Dolny Śląsk, zakotwiczone były w głębokiej historii. Łemkowszczyzna była terenem, gdzie proces kształtowania się świadomości narodowej rozpoczął się stosunkowo późno, bo w drugiej połowie wieku XIX i został w nienaturalny sposób przerwany w latach 1944 - 1947. Wskutek położenia geograficznego oraz warunków społeczno-politycznych istniejących na przełomie XIX i XX w., proces ten przebiegał tu bardzo powoli i miał charakter niejednorodny. Z jednej strony powstał nurt rusofilski, którego zwolennicy uważali Łemków za odłam narodu rosyjskiego , z drugiej strony zrodził się nurt pro-ukraiński. Rywalizacja pomiędzy zwolennikami obu opcji pozostawała w ściśle określonym związku z innymi wydarzeniami mającymi wówczas miejsce. Podkreślmy jeszcze i to, że był to problem polityczny, więc jako taki wykorzystywany był przez różne strony, do wygrywania własnych interesów .
Osią polityki przedwojennej endecji, chadeków i ludowców wobec ludności ukraińskiej były hasła asymilacji narodowej. W 1923 r. na terenach zamieszkałych przez Ukraińców rozpoczęto oczyszczanie administracji z elementów niepolskich i niepewnych. Rząd Wincentego Witosa wprowadził urzędowy termin "ruski", w miejsce "ukraiński". W 1924 r. uchwalono ustawę (lex Grabski) regulującą kwestię szkolnictwa dla mniejszości narodowych, wprowadzającą szkoły dwujęzyczne tzn. utrakwistyczne, jako podstawowy typ szkół. Trwała akcja osadnictwa wojskowego na Kresach Wschodnich. Zamach majowy 1926 r. przywrócił do władzy osoby związane z marszałkiem Józefem Piłsudskim. W największym skrócie, ugrupowania piłsudczykowskie reprezentowały opcję asymilacji państwowej ludności niepolskiej. Jej sztandarowym, choć w efekcie nieudanym, przykładem była polityka wojewody wołyńskiego Henryka Józewskiego. Po śmierci Piłsudskiego, rozpoczęła się polityka wzmacniania polszczyzny na Wschodzie. Elementami tej polityki było wzmacnianie regionalizmów (łemkowskiego , bojkowskiego i huculskiego), nabór do tzw. szlachty zagrodowej, wzmocnienie tzw. kordonu sokalskiego, oczyszczanie służby leśnej, łączności, komunikacji i poczty z elementów ukraińskich, wreszcie burzenie cerkwi i "nawracanie" na wiarę katolicką.
Główne założenia "akcji polskiej na Łemkowszczyźnie" ukształtowały się w latach 1932 – 1933 . Zakładano, że aktualnie polonizacja Łemkowszczyzny jest niemożliwa, możliwe jest natomiast wzmocnienie poczucia odrębności Łemków od Ukraińców. Decyzją Prezydium Rady Ministrów RP powołano Wojewódzki Komitet Łemkowski. Komitet ów inspirował i finansował badania naukowe prowadzone na Łemkowszczyźnie przez pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1936 roku Komitet przemianowano w Podkomitet do Spraw Łemkowskich. Podlegał on, powołanemu w 1935 r., Komitetowi do Spraw Narodowościowych. Na pierwszy ogień zajęto się sprawami szkolnymi. Chodziło o usunięcie wpływów ukraińskich w tej dziedzinie. Nakładem Państwowego Wydawnictwa Książek Szkolnych wydano we Lwowie tzw. "Łemkiwśkyj bukwar". Działania te zostały siłą rzeczy przerwane w 1939 r.
Po zakończeniu wojny i odnowieniu polskiego władania nad terytorium Łemkowszczyzny, władze państwowe, które zarządziły i przeprowadziły akcję "Wisła", podjęły działania iście chirurgiczne. Wydawały się przy tym nie mieć żadnych wątpliwości co do narodowości przesiedlanych, mimo, że w efekcie przeprowadzonej wcześniej akcji przesiedleńczej do USRR, wśród ludności pozostającej jeszcze na terenach województw południowo-wschodnich, na przełomie 1946 i 1947 r., w o wiele większym stopniu reprezentowane były osoby wywodzące się z rodzin mieszanych. Nie było też wątpliwości, kim są Łemkowie. W pochodzącym z 16 kwietnia 1947 roku, projekcie akcji pisano bowiem, iż:

"(...) Ewakuacją będą objęte wszystkie odcienie narodowości ukraińskiej z Łemkami włącznie (...)."

Po przesiedleniu, kwestia tzw. separatyzmu łemkowskiego zaczęła się odradzać bardzo szybko. Czerpał on swe siły z panującego i często wzmacnianego z zewnątrz przekonania, że przesiedlenie Łemków, nastąpiło wskutek pomyłki władz. Wydaje się przy tym, że w przypadku ludności łemkowskiej, właściwsze byłoby mimo wszystko używanie w odniesieniu do sytuacji z lat 40-tych i 50-tych, pojęcia świadomość etniczna, niż świadomość narodowa. Jej głównym przejawem była tęsknota za ziemią, ojcowizną i górami.
W masowych podaniach o powrót na dawne ziemie spotyka się bardzo różne określenia przynależności narodowej. Cały czas istniała grupa Łemków kategorycznie odżegnująca się od wspólnoty z Ukraińcami . Znajdowały się tu m.in. określenia: "narodowość łemkowska" , "Łemkowie narodowości polskiej" , jak i po prostu "Polacy" . Część Łemków szukając możliwości powrotu na dawne ziemie, czy też zdjęcia z siebie piętna "banderowców", przyjęła za własne, lansowane twierdzenie, że UPA praktycznie nie istniała na Łemkowszczyźnie. Mit "niewinności Łemków", czyli niezasłużonego wysiedlenia w ramach akcji "Wisła", został rozpowszechniony głównie przez docierający do Polski, co zastanawiające już w latach 40-tych, organ "Łemko-Sojuza" – "Karpacką Ruś" . Także w późniejszym okresie działania "Łemko-Sojuza" odciskały piętno na samoidentyfikacji narodowej ludności łemkowskiej. W 1956 r., po wizycie w Polsce dziennikarza z Kanady – Nestora Wołczaka, organa bezpieczeństwa, na podstawie analizy kilkunastu artykułów "Karpackiej Rusi", doszły do wniosku, że ich celem jest rozpowszechnianie idei narodu łemkowskiego i "poróżnienie [Łemków]z narodem ukraińskim" . Potwierdzały to relacje złotoryjskiej agentury SB z 1959 r. :

"(...) Agentura podaje, że w ub. roku [1958 – przyp. J.S.] po przyjeździe do kraju delegacji z ‘Łemko Sojuza’, wyraźnie zarysowały się różnice poglądów ludzi zrzeszonych w UTSK. Osoby pochodzenia łemkowskiego nie chcą należeć do UTSK, owszem chcą być zrzeszenie ale w organizacji łemkowskiej. (...)"

Na agresywną propagandę ze strony "Łemko Sojuza" niejednokrotnie zwracali uwagę działacze UTSK . W tym kontekście bardzo intrygująca wydaje się informacja o podpisaniu w 1959 r., przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej, umowy właśnie z Łemkowskim Komitetem Pomocy Społecznej .
Dla pewnej grupy, problem określenia narodowego, nadal wiązał się z poczuciem braku bezpieczeństwa w obcym środowisku. Gdy 12 sierpnia 1956 r. miał się odbyć zjazd Ukraińców w Powiatowej Radzie Narodowej w Legnicy, między innymi w sprawie powstania szkoły, na spotkanie przyszło tylko 38 osób – ludzie nadal bali przyznać się do swojej narodowości. Czasami formą ucieczki od problemów bez zaprzeczania swej inności przybierało też takie formy:

"(...) My już nie Ukraińcy tylko Łemki (...). Było już nie najgorzej żyć z Polakami, a przez te szkoły ukraińskie wyraźnie się coś popsuło."

Wraz z utworzeniem UTSK, część Łemków związała się z tą organizacją licząc z jednej strony na powrót, z drugiej zaś na realne korzyści materialne (kredyty przyznawane ludności ukraińskiej przez państwo tuż po 1956 roku ). Nie były to ani działania oczywiste, ani też działania bezwarunkowe:

"(...) Lecz wielu jeszcze naszych ludzi – głównie Łemków – z niedowierzaniem odnosi się do Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. Niektórzy nawet mówią: ‘Kiedyś Ukraińcy (mając na myśli bandy UPA) doprowadzili nas do tego, że pozbawiono nas ojczystych Karpat’. (...)"

Po 1957 roku osoby, które związały się z UTSK wskutek koniunktury politycznej, z organizacji tej w większości odeszły.
Zupełnie nowe światło na postrzeganie kwestii łemkowskiej na Dolnym Śląsku rzucają informacje dotyczące działalności w latach 50-tych Leona Gala. Według oficera SB prowadzącego rozpracowanie pod kryptonimem "Bystry", manifestacyjne podkreślanie przez Gala swojego łemkowskiego pochodzenia oraz nagłaśnianie problematyki łemkowskiej, poprzez m.in. poszerzanie mitu o braku odpowiedzialności Łemków za działania prowadzone przez UPA, były w istocie wybiegiem taktycznym, mającym na celu otwarcie przez władze możliwości powrotu Łemków na dawne ziemie . Potwierdzeniem tego były również późniejsze działania Gala i Szosta, m.in. próba powołania tzw. komisji historycznej przy ZW UTSK we Wrocławiu, w celu zgromadzenia danych na temat ludności ukraińskiej na Dolnym Śląsku, a także dokumentowania udziału Łemków w szeregach WP, partyzantki polskiej i Armii Czerwonej, udział Gala w sprawie pomnika ku czci żołnierzy radzieckich w Zyndranowej i in. Co ciekawe, działania te były postrzegane przez Ukraińców nie pochodzących z Łemkowszczyzny również jako działania o charakterze "rozbijackim" .
Przy obecnym stanie wiedzy na temat separatyzmu łemkowskiego po II wojnie światowej, trudno wykluczyć w jej podsycaniu inicjatorską rolę władz. W latach 60-tych władze administracyjne bardzo uważnie przyglądały się procesom asymilacyjnym i odśrodkowym, które zachodziły w środowisku ukraińskim. Wiemy o tym dzięki cyklicznym sprawozdaniom, jakie sporządzały prezydia rad narodowych, w zakresie spraw narodowościowych, sporządzanych według wzorców MSW, w których wprost pytano o poziom asymilacji i zagadnienie łemkowskie. W sprawozdaniu Prezydium WRN z 1961 r. czytamy np., że w środowisku obserwowany jest:

"(...) podział na Ukraińców i Łemków. Część Łemków nie przyznaje się do pochodzenia ukraińskiego i uważa się za odrębną grupę narodowościową. (...)"

W sprawozdaniu WRN z 1963 r. czytamy:

"(...) W środowisku ukraińskim dają się zaobserwować tendencje rozłamowe wyrażające się w podziale na Łemków i Ukraińców. Np. w powiecie milickim (...), oławskim (...). Słabe stosunkowo oddziaływanie UTSK na środowisko ukraińskie woj. wrocławskiego można wytłumaczyć między innymi tendencjami Łemków do wyodrębnienia się jako oddzielnej narodowości. (...)

W "Ocenie sytuacji i stanu pracy politycznej wśród mniejszości narodowych" z grudnia 1964 r. również zauważano "rozłam w środowisku ukraińskim w związku z podziałem na Łemków i Ukraińców" . Podobnie brzmiącą informację zawierało sprawozdanie z powiatu Oława z 1964, w identycznym brzmieniu powtórzone w 1966 r. (ludność "dzieli się na Łemków i Ukraińców" ).
Również od lat 60-tych zaczęły pojawiać się opracowania popularnonaukowe i naukowe, najdelikatniej mówiąc, akcentujące różnice dzielące Łemków od reszty Ukraińców . Fakt odrębności "Łemków i Ukraińców" zaczęto podawać, już nawet nie jako problem badawczy, lecz fakt:

"(...) Od kilku lat działalność UTSK wśród Łemków kurczy się (...) Zjawisko to wydaje się być odzwierciedleniem słabego odczuwania związków narodowościowych Łemków z Ukraińcami (...)"

Potwierdzenie tezy o instrumentalnym wykorzystywaniu przez władze komunistyczne tzw. łemkowskiego separatyzmu możemy znaleźć w ekspertyzie sporządzonej w 1985 roku przez Edwarda Prusa dla Urzędu Wojewódzkiego w Legnicy . O źródłach interesującego nas zagadnienia w powojennej Polsce, tak pisał przesiedlony na Dolny Śląsk Seman Madzelan:

"(...) Separatyzm łemkowski względem Ukraińców wytworzył się z długiej ukrainofobii, radia, telewizji, literatury i niczym nie powstrzymanych pysków, co było zabójcze nie tylko dla nas, ale i dla Polaków. (..) Co do teorii naszego pochodzenia, to nie mam najmniejszej wątpliwości, że jesteśmy Starorusinami, czyli po nowemu Ukraińcami."



Analizując problem łemkowski na terenie Dolnego Śląska, pomijano jak dotąd jeszcze jedną, a zasadniczą moim zdaniem kwestię. Zdecydowana większość działaczy ukraińskich na Dolnym Śląsku, nauczycieli, wreszcie część duchowieństwa – była z pochodzenia Łemkami. Zarówno Gal, jak i Szost, czy nauczyciel języka ukraińskiego w IV LO w Legnicy Jan Śpiwak byli przez aparat bezpieczeństwa postrzegani jako najzagorzalsi nacjonaliści ukraińscy. Wypadnie zatem przychylić się do zdania T. A. Olszańskiego, który (w odniesieniu do całej Polski) napisał, iż:

"(...) jego wpływy obejmują tylko część Łemków (...) jest on natomiast głośny i zyskuje dość szeroki oddźwięk w polskiej prasie (...)" .

Tzw. separatyzm łemkowski przybrał formę instytucjonalną dopiero w końcu lat 80. W dniu 7 kwietnia 1989 roku zarejestrowano Stowarzyszenie Łemków, którego liderem został Andrzej Kopcza . W tym samym roku powstała tez organizacja łemkowska o orientacji ukraińskiej – Zjednoczenie Łemków, wśród liderów której znaleźli się też działacze z Dolnego Śląska (B. Szost, L. Gal.). Trudno określić skalę zjawiska na Dolnym Śląsku. Próby określenia źródeł i skali zjawiska tzw. separatyzmu łemkowskiego, nie podjęli się, w badanych przez siebie w maju 1987 roku mikrośrodowiskach na terenie Dolnego Śląska (w miejscowościach: Zamienice, Modła, Patoka, Michałów, Stany, Lipiany, Jaroszówka, Niekarzyn, Pożrzadło, Wrocław i Legnica), autorzy "Dylematów tożsamości" . Niezależnie od tego, czy określilibyśmy społeczność poddaną przedstawionym badaniom jako Łemków-Ukraińców, czy też tylko-Łemków, warto zwrócić uwagę, że w cztery dziesięciolecia po wysiedleniu ludność zamieszkująca wsie (np. Patoka) nadal używała w mowie codziennej dialektu łemkowskiego, nazywając go wszak "językiem łemkowskim" . Bardzo trafnie, jak się zdaje, natomiast oddali istotę problemu:

"(...) Jest bardziej prawdopodobne, że traumatyczne przeżycia (własne lub zasłyszane od osób starszych) związane z przyznawaniem się do ruskiej tożsamości i używaniem rodzimego języka oraz trwająca od dziesięcioleci presja społeczeństwa pozostawiła ślady w postaci przesadnego podkreślania różnic dzielących Łemków od ich ukraińskich sąsiadów [podkr. moje – J.S.] (...)"