środa 24 lutego 2021 imieniny Bogusza i Macieja 1885 - Urodził się Witkacy
Do końca roku pozostało: 0 dni
Fizyka i astronomia
Interaktywna mapa szkół
Język polski Historia WOS Sztuka (plastyka i muzyka) Języki obce Religia i etyka
Matematyka Fizyka i astronomia Chemia Biologia Przyroda Geografia Technika Informatyka
Przedmioty zawodowe WF Ścieżki edukacyjne Wychowanie przedszkolne Nauczanie zintegrowane Więcej
Porażająca Galaktyka

Wpadnijmy do sąsiadów - Pluton

Wpadnijmy do sąsiadów

PLUTON

      Przebyłeś kawał drogi, żeby tu dotrzeć, ale powiedzmy sobie od razu: Pluton to nie Disnayland. Jest mniejszy niż nasz Księżyc ima wyblakłą żółtą powierzchnię. Kiedy lądujesz słyszysz dziwny dźwięk: coś chlupie i kapie.
      Bez paniki, to tylko mieszkaniec Plutona spieszy cię powitać.
      Przyciąganie na Plutonie jest tak słabe, że Plutończyk musi przylegać do gruntu. Wygląda więc jak ślimak, wytwarzający kleistą smugę, którą się przyczepia. Pokryty jest przyssawkami, żeby mieć dodatkowe uchwyty. Brak ciśnienia sprawia, że jego ciało faluje jak słabo nadmuchany plastikowy worek. Dostrzeżesz też w jego wyjątkowo wielkich oczach łzy radości pomieszanej z żalem.
      – Zostań tu, proszę – chlipie plaskaty osobnik. Ma olbrzymi nos, żeby móc nim wchłonąć ile się da z prawie nie istniejącej atmosfery. Ten jego nos jest w ciągłym ruchu z powodu zimna, więc uważaj na przeciągi.
      – Dobrze – mówisz. – A co tu można robić?
      – Popatrz na tę wielką gwiazdę – mówi Plutończyk.
      Widzisz, że żółtawa gwiazda na niebie jest jakby większa od innych, i nagle stwierdzasz, że to po prostu Słońce. Fantastycznie szybko dokonujesz obliczeń i wychodzi ci, że Pluton potrzebuje 247 ziemskich lat na jeden obrót dookoła gwiazdy.
      – Księżyc też mamy – oświadcza Plutończyk.
      – Na pewno jest bardzo interesujący – odpowiadasz przez grzeczność.
      – Obejrzyj go sobie – mówi Plutończyk. – Nazywa się Charon.
      Patrzysz w górę i szczęka Ci opada. Charon jest niewiele mniejszy od Plutona. Gdyby był księżycem Saturna, ze swoja średnicą 1200 kilometrów należałby do kategorii „dobrych zawodników”. Niestety, nim minie plutoński dzień (a trwa on prawie 7 dni ziemskich), nudzisz się na potęgę.
      – To wasz księżyc nie porusza się po niebie? – pytasz.
      – Nie o to chodzi – słyszysz w odpowiedzi. – Po prostu ma orbitę geostacjonarną.
Nic dziwnego, że wydaje się taki nieruchomy. Pluton i Charon zachowują się tak, jakby łączył je drążek (wyglądałyby wtedy jak olbrzymia sztanga).
      Gdy zastanawiasz się, skąd Plutończyk zna słowo „geostacjonarny”, on mówi do ciebie:
      – Jeśli chcesz, pójdziemy na drugą stronę planety. Tam Charona w ogóle nie widać.
      – Szalenie atrakcyjna propozycja – odpowiadasz. – Ale powiedz, jak to się dzieje, że ostatnie cztery planety, na których byłem, są gazowymi olbrzymami, a twoja to tylko skałka?
      – No bo kiedyś nie należeliśmy do Układu Słonecznego – wyjaśnia stwór. – Lecieliśmy sobie przez kosmos, aż wpadliśmy w pole grawitacyjne żółtej gwiazdy i tak już zostało.
      – Aha – mówisz inteligentnie.
      Dowiedziałeś się właśnie, dlaczego nie mogłeś z góry przewidzieć, jak daleko będziesz musiał lecieć z Neptuna na Plutona.
      – Co jeszcze warto zobaczyć? – pytasz.
      – Ależ jeszcze dużo, bardzo dużo – odpowiada kłamliwie Plutończyk.
      – Boże – wzdychasz, bo już wiesz, że wszystkie ciekawe rzeczy na Plutonie masz zaliczone. Przed tobą najtrudniejsze – trzeba wymyślić jakiś pretekst do odjazdu i opuszczenia smutnego małego Plutończyka, którego nikt nigdy nie odwiedza. Sprężasz się w sobie, żeby mieć z głowy przykrą scenę, a tu nagle...
      – A... a... aa A PSIK!
      Zdumiony widzisz, jak bezradny Plutończyk wylatuje w przestrzeń kosmiczną. Okropne zimno i słabe przyciąganie zrobiły w końcu swoje i biedak kichnął tak, że go wyrzuciło z jego własnej planety.
      I to już wszystko. Dotarliśmy na Plutona, ostatniej stacji w naszej wyprawie po Układzie Słonecznym. Chyba pora wracać do domu i zobaczyć, czy nie zapomnieliśmy zamknąć drzwi.
      Ale nie, jeszcze chwilę. Paru astromatematyków mówi, że gdzieś tutaj może być dziesiąta planeta. Nie, nikt jej nigdy nie widział, ale zapewne korci cię, żeby jej poszukać...



© Egmont




Więcej dowiesz się
z kiążki
pt. „Porażająca Galaktyka”
z serii
Monstrrrualna Erudycja
wydanej przez
Egmont




Komentarze + Dodaj komentarz
Zapraszamy do wyrażania opinii, redakcja portalu Interklasa.
 
Nasi partnerzy:
MEN SchoolNet eTwinning Związek Powiatów Polskich PCSS
Cisco OFEK Przyjazna Szkoła Fundacja Junior FIO CEO
Parafiada net PR Orange IMAX Cinema City WSP TWP
IMAGE PPI-ETC ArcaVir Master Solution Device


Projekt Polski Portal Edukacyjny Interkl@sa
powstał i był realizowany w latach 2000-2011 dzięki wsparciu
Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".


Pytania i uwagi: portal@interklasa.pl

Regulamin portalu /  Polityka prywatności /  Ochrona własności intelektualnej /  Zasady korzystania / 
Wyłączenie odpowiedzialności /  Biuro prasowe /  Zasady współpracy /  Redakcja /  Kontakt

Przejdź na stronę ucznia Przejdź na stronę nauczyciela Przejdź na stronę rodzica Certyfikat sieciaki.pl Przyjazna strona kidprotect.pl