piątek 23 sierpnia 2019 imieniny Apolinarego i Filipa 1939 - Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow
Do końca roku pozostało: 0 dni
Geografia
Interaktywna mapa szkół
Język polski Historia WOS Sztuka (plastyka i muzyka) Języki obce Religia i etyka
Matematyka Fizyka i astronomia Chemia Biologia Przyroda Geografia Technika Informatyka
Przedmioty zawodowe WF Ścieżki edukacyjne Wychowanie przedszkolne Nauczanie zintegrowane Więcej
W cieniu pięknej ravenali, zwanej drzewem podróżnika

Jazda taksówką na Madagaskarze to ciekawe przeżycie...

   Jazda taksówką na Madagaskarze to ciekawe przeżycie...

Ravenala zwana drzewem podróżnika   Przed "lotniskiem" stoją trzy kupy złomu, kiedyś chyba były samochodami. Nie widać żadnej drogi. Dwóch umorusanych chłopaków proponuje nam taksówkę za 10 tys. franków ( 2,5$). Zgadzamy się. Nie ma innego wyjścia. Do miasteczka z dziesięć kilometrów i jeżeli nie ma asfaltu, to może minąć pół dnia, zanim tam dobrniemy przez kałuże i błoto. Zapraszają nas do rozpadającego się, chyba trzydziestoletniego, Renault. Kierowca ma pod nogami, w plątaninie kolorowych kabli, plastikową bańkę z benzyną, z której rurka prowadzi pod maskę; we wewnątrz nie ma śladu po klamkach, a ja zastanawiam się, jak otworzyć te cholerne drzwi, gdy to wszystko wybuchnie. Pcha nas pięciu chłopaków. Ruszamy z trudem przez gigantyczne kałuże. Z rozrzewnieniem wspominam taksówki w Tananarivie, które w zasadzie niczym się od tej nie różnią, ale przynajmniej jeżdżą po suchym asfalcie.
   Jazda taksówką na Madagaskarze to ciekawe przeżycie. Taksówkarz zabiera pasażera, oczywiście po długich negocjacjach ceny. Gdy już się wytargujesz z nim na te półtora dolara, podjeżdża pod najbliższą stację benzynową inkasuje od ciebie należność i kupuje litr benzyny do baku i pół, jako rezerwę, do butelki. I można już jechać. Spytałem raz w Tanie taksówkarza, dlaczego nie zatankuje raz, a porządnie dwudziestu litrów na cały dzień, nie musiałby szukać stacji benzynowej? A on mi na to - "ja nie mam tyle pieniędzy". Najczęściej taksówkarz wynajmuje tu grata, którym jeździ, a gdy zarobi dziennie z półtora dolara, to może uważać się za szczęśliwego.
   Przejeżdżamy przez Maroantsetrę, główną, jedyną asfaltową, ulicą z hinduskimi kolorowymi sklepikami, dobrze pamiętającymi pierwszą wizytę Fiedlera w latach trzydziestych. Dwie równoległe, już nie asfaltowe uliczki, placyk z pocztą i targowiskiem - ot i cała Maroantsetra. Za mostem na rzece Antainambalana, za granicą "miasteczka", podjeżdżamy pod jedyny względnie tu wyglądający hotelik. Nazywa się Coco Beach - choć w okolicy nie widzę żadnej plaży kokosowej. Jest parę kilometrów stąd. Zmierzch zapada tu dość szybko. Po piątej jest już ciemno, a my nie możemy nikogo znaleźć, kto by nam poradził, jak dotrzeć do Ambinanitelo. Wszyscy tutejsi zgodnie twierdzą, że do tej wsi nie ma żadnej drogi. To wieś w dżungli, jakieś 30 km stąd. Prowadzi tam ścieżka, ale przejść nią można ewentualnie w porze suchej i to z przewodnikiem. Teraz to wielkie błoto. Można tam dotrzeć też rzeką i chyba to jedyna obecnie droga do Ambinanitelo. Ponoć, jeśli zdobędziemy pirogę, to - na dwa wiosła z tubylcem - może dopłyniemy w pół dnia. Jest jeszcze jedno wyjście - syn właścicielki hoteliku jest rybakiem i ma pirogę z blachy z motorem (jedyną w okolicy). Jest tylko jedno ale - trzeba go odnaleźć, a nikt nie wie, czy jest w Maroantsetrze. Z mieszanymi uczuciami kładziemy się spać w domku ze strzechą z palm i chyba z setką dziur w dachu i ścianach. Smarujemy się dokładnie płynem na komary, rozciągamy nad łóżkiem moskitierę - tu nie ma żartów - malaria szaleje. W Tanie, przy obecnych temperaturach można o tym zapomnieć, ale nie tutaj. Tu to najgroźniejsza choroba.





Autor: Jarosław Kret
Komentarze + Dodaj komentarz
  • Brawo, zuza (odpowiedzi: 0)
  • Wielkie brawa to naprawde trzeba przeczytac
 
Nasi partnerzy:
MEN SchoolNet eTwinning Związek Powiatów Polskich PCSS
Cisco OFEK Przyjazna Szkoła Fundacja Junior FIO CEO
Parafiada net PR Orange IMAX Cinema City WSP TWP
IMAGE PPI-ETC ArcaVir Master Solution Device


Projekt Polski Portal Edukacyjny Interkl@sa
powstał i był realizowany w latach 2000-2011 dzięki wsparciu
Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".


Pytania i uwagi: portal@interklasa.pl

Regulamin portalu /  Polityka prywatności /  Ochrona własności intelektualnej /  Zasady korzystania / 
Wyłączenie odpowiedzialności /  Biuro prasowe /  Zasady współpracy /  Redakcja /  Kontakt

Przejdź na stronę ucznia Przejdź na stronę nauczyciela Przejdź na stronę rodzica Certyfikat sieciaki.pl Przyjazna strona kidprotect.pl