wtorek 18 czerwca 2019 imieniny Elżbiety i Marka 1815 - Bitwa pod Waterloo
Do końca roku pozostało: 0 dni
Język polski
Interaktywna mapa szkół
Język polski Historia WOS Sztuka (plastyka i muzyka) Języki obce Religia i etyka
Matematyka Fizyka i astronomia Chemia Biologia Przyroda Geografia Technika Informatyka
Przedmioty zawodowe WF Ścieżki edukacyjne Wychowanie przedszkolne Nauczanie zintegrowane Więcej
Filip Szalony (fragmenty książki)

Daję się wrobić

Oświadczenie

Uczeń trzeciej klasy gimnazjalnej, Filip Szalony, biorąc za świadków obecnych na lekcji, zobowiązał się napisać powieść. W związku z czym ja - niżej podpisany - również w obecności wspomnianych świadków uroczyście obiecuję, że jeśli do końca roku szkolnego słowo zostanie dotrzymane, podwyższę mu ocenę z języka polskiego o jeden stopień.


mgr Jan Okołko

Daję się wrobić

Połapaliście się już, o co chodzi? Nie? Zaraz wyjaśnię.

Kilka dni temu Oko, nasz belfer od polskiego, zadał wypracowanie. Napisałem, bo nawet lubię czasem naskrobać jakiś kawałek. Szczególnie na wolny temat. Można się nieźle wyżyć. Lecz traf chciał, że głośne czytanie przed całą klasą wypadło akurat na mnie. I wtedy wybuchła awantura: ni tego, ni z owego, Oko zaczął się pieklić.

- Filipie! Jesteś bezczelny!

- Ja? - zdumiałem się w pierwszej chwili. - Dlaczego?

- Przecież to nie twoje wypracowanie! Nie ty je napisałeś!

Przyznaję, nauczyciela zatkało. Rozejrzałem się, ale wszyscy raptem zaczęli unikać mojego wzroku. Także Żupan, niby najlepszy kumpel, bardziej był zainteresowany stanem swoich butów niźli mną.

- Nie? A kto? - spytałem.

- W każdym razie nie ty. I spuść z tonu - mówiąc to, Oko stukał linijką w róg dziennika. - Ostatecznie doskonale wiem, na co stać przeciętnego ucznia.

- Kiedy to ja sam...! - wydusiłem oburzony.

- Kłamiesz w żywe oczy! - uciął. - Jak ci nie wstyd?!

Usiadłem, wstałem, ponownie usiadłem i znów wstałem. Faktycznie, zdarzało się, że czasem Mila pisała za mnie - głównie ćwiczenia z gramatyki, ale tym razem tak nie było! A poza tym, poza tym...

- Protestuję! - krzyknąłem. - To się nazywa inse... insu... - Z wrażenia zapomniałem właściwą wymowę tego słowa.

- Insynuacja - z domieszką ironii podpowiedział Oko.

- Właśnie! - podchwyciłem. - Pan inysy... inusu... - Język stanowczo odmówił mi posłuszeństwa, zaplątałem się.

- Insynuuje. Niby insynuuję, że wykorzystujesz cudzą pracę. Nie insynuuję, a stwierdzam. Za stary wróbel, by brać mnie na plewy. Chyba nie powiesz - w tym czasie podszedł i odebrał mój zeszyt - że choćby zdanie otwierające: Niebo przypominało bochen rozkrojonego chleba wyszło spod twojej ręki! Albo - uśmiechnął się sceptycznie pod nosem - Jaskółki i czyżyki to karabinowe kule, którymi Bóg strzela w chmury, by wywołać deszcz...

- Zdania... - bąknąłem niepewnie - może nie wyszły najlepiej...

Oko nie spuszczał ze mnie wzroku. Czułem się dosyć nijako.

- Mylisz się - zaprzeczył. - Wspaniałe! Za piękne, Filipie. Zbyt literackie. Za takie wypracowanie szóstka to mało. Ale... - znów zawiesił głos - komu niby miałbym ją postawić? Twojej mamie? A może starszej siostrze lub bratu?

Chciałem wejść mu w słowo, lecz nie miałem możliwości. Cisza w klasie spotęgowała się. Bezsilnie zacisnąłem pięść.

- Wskaż przynajmniej jedną osobę, która ci uwierzy. Proszę. Żupański, co ty na to?

- Ja? Dlaczego ja? - Poderwał się spłoszony Żupan. - Nic nie wiem!

- Nie zrozumiałeś. Pytam o twojego przyjaciela - Oko ostrzegawczo obniżył głos.

- Aaa... - Żupanowi ulżyło. - Tego, no, Fil, Filip znaczy, nie jest taki zły, proszę pana, chciałem powiedzieć... Tylko czasami mu odbija...

- W ogóle nie kontaktujesz! - Machnął ręką polonista. - Siadaj. Ponawiam pytanie: czy jest ktoś...

- Tak - cicho pisnęło coś z tyłu.

Z nadzieją obejrzałem się za siebie. Nareszcie jeden odważny. Właściwie jedna. Mila. Dosyć ciepło pomyślałem o niej w tej chwili. Przez klasę przeszedł lekki szmerek.

- Czy chcesz dać do zrozumienia - pokręcił głową Oko - że...

- Tak - już z większą pewnością potwierdziła Mila. - Na przykład wczoraj Fil opowiadał nam, jak którejś nocy pieszo dotarł na Księżyc, wykorzystując promienie odbite i...

- Bzdury! - uciął zniecierpliwiony Oko.

- Wcale nie! Bo skoro potrafi opowiadać takie historyjki, a wciąż ma ich w zanadrzu pełno, to prawdopodobne jest, by napisał i takie wypracowanie...

Naraz klasa ożywiła się. Zaczęły padać najpierw nieśmiałe, a potem głośniejsze słowa aprobaty zdania Mili. Powoli odzyskiwałem wiarę w ludzi.

Polonista podniesieniem ręki uciszył gwar.

- To jest źle pojęta solidarność, moi drodzy. W każdym razie mnie Filip nie nabierze. A że przyznać się dobrowolnie jakoś nie chce - wycedził przez zęby - stawiam jedynkę!

- I bardzo dobrze! Łaski bez! - palnąłem rozgoryczony.

Wtedy go poniosło. Myślałem, że rozerwie mnie na strzępy. Jednak skończyło się na wezwaniu rodziców do szkoły. Średnia przyjemność, bez względu na to, czy sprawiedliwe to było, czy nie.

Powiedziałem wieczorem Staruszkowi. Podejrzliwie opukał mnie pytaniami, postękał, ale poszedł do polonisty i potwierdził, że wypracowanie pisałem sam. Miałem więc prawo sądzić, iż wyszło na moje.

- A co z jedynką, proszę pana? - spytałem następnego dnia.

- Tak, tak! - odparł, zacierając dłonie. - Rzeczywiście, praca świetna. Nadal podtrzymuję. Tylko że... w pewnym sensie nic z tego nie wynika. Przyznaj się, Filipie, może ktoś ci... hmm... pomógł? Troszeczkę, co? Naturalnie zapewnieniom twojego ojca wierzę - uzupełnił niemal natychmiast.

- Nareszcie jakiś belfer nie dał się podejść blagierowi! - Zawołanie Ferrariego rozsadzała satysfakcja.

Sprawa wyglądała beznadziejnie. Oko nadal nie wierzył! Dosyć gwałtownie wstałem z ławki, lecz ponownie usadziła mnie uspokajająco podniesiona ręka.

- Innymi słowy - zmienił ton na żartobliwo-ironiczny - jeśliś wypracowanie napisał rzeczywiście sam, zostaniesz pisarzem.

Potwierdziłem z determinacją. Było mi już wszystko jedno. Oko raptem spoważniał i poprawił okulary.

- Czy ty wiesz, co mówisz? Pisarzem nie zostaje się ot tak... na zawołanie. Pisarz to nie byle kto! Sumienie narodu! Instytucja! Ciężar moralnej odpowiedzialności! Do niedawna przynajmniej... - dodał ciszej, jakby czując, że nieco się zagalopował.

- Będę pisał - oświadczyłem. - Wszyscy o tym wiedzą.

Odległe kąty klasy wypełniły tłumione chichoty. Żupan ostrzegawczo kopnął mnie pod ławką w kostkę.

- Spokój! - Oko krzyknął niezbyt głośno i ponownie zwrócił się w moją stronę. - Pisarstwo, jak na to nie spojrzeć, to nie kwestia wyboru, a powołania raczej. Sądzisz, że podołasz?

- Zamierzam. Cóż to takiego. - Wzruszyłem ramionami. - Po prostu siada się i pisze. Byłe cierpliwości starczyło i ręka nie rozbolała. A pomysłów mi nie brakuje. Zamierzam napisać powieść.

- Tak, tak... - Oko uśmiechnął się do swoich myśli, bo nie do mnie. - A o czym będzie ta, hmm, hmm, jak ty to mówisz, powieść?

- O własnej głupocie! - znów wyskoczył Ferrari.

Przelotne spojrzenie Oka na Ferrariego trochę ostudziło innych dowcipnisiów. Tymczasem gwałtownie poszukiwałem jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi. Trudno. Zabrnąłem dotąd, konsekwentnie należało brnąć dalej.

- O mrożonej krwi... - ugryzłem się w język, lecz za późno. Że też podobna brednia mogła wyjść z moich ust!

- Zapewne chciałeś powiedzieć - polonista chrząknął znacząco - że będzie to powieść o akcji mrożącej krew w żyłach, czyż nie tak?

Chichoty w klasie przybrały na sile.

- Nieprawda - twardo obstawałem przy swoim. - Między innymi o mrożonej krwi. To będzie horror. I fantastyka. Trochę realizmu. Takie pomieszanie gatunków i form, proszę pana.

Pot lał się ze mnie obficiej od niewyparzonych słów. Było mi słabo, zmiękły mi też nogi. Rozmiary bagien przede mną wydawały się nie mieć kresu.

- Wspaniale! Wprost znakomicie, Filipie! - Klasnął w dłonie Oko i raptem na jego twarzy pojawił się niebezpieczny uśmieszek. Lecz mówiłem, że było mi już wszystko jedno.

- Mam dla ciebie ofertę, która zainteresuje także wszystkich obecnych...

Żupan szturchnął mnie w bok, sycząc cicho:

- Odpuść, on cię załatwi!

- Niedoczekanie - wycedziłem szeptem.

- Moja propozycja jest następująca. - Oko zniżył głos i wszedł między ławki. - Jeśli do końca roku szkolnego napiszesz, he, he, he, powieść, obojętnie jaką, niekoniecznie horror, dostaniesz z języka polskiego ocenę o stopień wyżej, niźli wynikać będzie ze średniej.

- W porządku - podchwyciłem skwapliwie. - Umowa stoi, ale na piśmie. W razie czego...

Nim się obejrzałem, polonista wyciągnął gruby kajet o zwiększonym formacie i naskrobał coś na pierwszej stronie.

- A jeśli... - po chwili wyraziłem wątpliwość - ...ze średniej wypadnie szóstka?

Oko zaśmiał się serdecznie, co do końca rozładowało napiętą sytuację.

- Spokojna głowa, Filipie. I ty wiesz, i ja wiem, że uczeń umie najwyżej na czwórkę. Na piątkę nauczyciel, a szóstkę może mieć tylko Pan Bóg. Chyba nie uważasz się za Pana Boga, co?

I teraz już wiecie, jak sam dałem się wrobić w tę powieść. Ma rację Staruszek, powtarzając, że świat przepełniony jest głupcami i nie wiadomo tylko, w którym momencie się ujawnią!





Autor: Lech. M. Jakób
Komentarze + Dodaj komentarz
  • Znany styl, Trampkour (odpowiedzi: 0)
  • Nie mogę... styl mi przypomina mojegoulubionego pisarza Niziurskiego... a po przeczytaniu fragmentu jestem po prostu pełen podziwu dla kogoś kto to pisał.
 
Nasi partnerzy:
MEN SchoolNet eTwinning Związek Powiatów Polskich PCSS
Cisco OFEK Przyjazna Szkoła Fundacja Junior FIO CEO
Parafiada net PR Orange IMAX Cinema City WSP TWP
IMAGE PPI-ETC ArcaVir Master Solution Device


Projekt Polski Portal Edukacyjny Interkl@sa
powstał i był realizowany w latach 2000-2011 dzięki wsparciu
Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".


Pytania i uwagi: portal@interklasa.pl

Regulamin portalu /  Polityka prywatności /  Ochrona własności intelektualnej /  Zasady korzystania / 
Wyłączenie odpowiedzialności /  Biuro prasowe /  Zasady współpracy /  Redakcja /  Kontakt

Przejdź na stronę ucznia Przejdź na stronę nauczyciela Przejdź na stronę rodzica Certyfikat sieciaki.pl Przyjazna strona kidprotect.pl