wtorek 22 września 2020 imieniny Maurycego i Tomasza 1957 - Urodził się Nick Cave
Do końca roku pozostało: 0 dni
Język polski
Interaktywna mapa szkół
Język polski Historia WOS Sztuka (plastyka i muzyka) Języki obce Religia i etyka
Matematyka Fizyka i astronomia Chemia Biologia Przyroda Geografia Technika Informatyka
Przedmioty zawodowe WF Ścieżki edukacyjne Wychowanie przedszkolne Nauczanie zintegrowane Więcej
Filip Szalony (fragmenty książki)

Też rodzina

Od momentu, gdy podjąłem niewdzięczną próbę pisania, wszyscy obchodzą się ze mną jak z jajkiem. Ma to swoje dobre i złe strony. Bo cóż z tego, że odciążono mnie z szeregu domowych zajęć, skoro nieustannie jestem pod presją? Człowiek czuje się mniej więcej tak, jakby pod czaszką galopowała mu setka królików, za nic niedających się złapać i wepchnąć do klatek. Kompletne rozproszenie!

Choćby irytująco wścibska Nata. Potrafi cichcem zajść od tyłu i zaglądając przez ramię, zagadnąć z niewinną minką:

- Czy panu pisarzowi wysmarkać nos, bo mu kapie na wielkie dzieło?

Nawet spokojnego z natury hipopotama musiałaby poruszyć podobna uwaga!

Albo Myszka. Niby stara się być dyskretna, lecz też nie wytrzymuje. Pod pretekstem podrzucenia kawałka ciasta zniża głos do konspiracyjnego szeptu:

- No i co, piszesz?

- Usiłuję to robić, mamo.

- Nie zniechęcaj się. Jakby co, zawsze możesz na nas liczyć.

- Nigdy w to nie wątpiłem, mamo.

- Aha - dodaje lżejszym tonem, niby od niechcenia, już wychodząc. - Nie chcę niczego narzucać. Gdybyś jednak zechciał sprawić frajdę matce, wspomnij przy okazji, iż schudłam ostatnio trzy kilogramy.

Oto superważna informacja! Oto spodziewana i obiecana swoboda manewru na polu literackim!

Zresztą i Staruszek nie pozostaje w tyle, jeśli idzie o te sprawy. Na przykład wczoraj przykrył moje biurko potężną płachtą papieru ze szczegółowo rozrysowanym drzewem genealogicznym męskiej linii Szalonych. Z satysfakcją dorzucił:

- Myślę, że podziękujesz. To fantastycznie ułatwi ci pracę.

- Ależ, tato! - obruszyłem się bliski załamania. - Chyba nie myślisz poważnie, że się tym zajmę! Licząc z pociotkami, jest tego kilkadziesiąt sztuk! Czy ja podjąłem się prowadzenia rodzinnej kroniki?!

- Jak chcesz. - Nieco zwiedziony Staruszek wzruszył ramionami. - Chciałem tylko pomóc. Nie zwykłem rzucać słów na wiatr...

Do tej pory jedynie „pomocy” Fryderyka udało się uniknąć. Jeśli pominiemy nadesłaną z uczelni pocztówkę następującej treści:

Krwawy Johnie! W kręgach zbliżonych do literatury coraz częściej mówi się o laserowych odtwarzaczach, laserowych igłach oraz laserowych piórach. Czyżby twój laserowy miecz, którym tniesz na odlew, miał pełnić podwójną i prekursorską rolę? Tnij więc, waść, jeno wstydu oszczędź!


Kochany braciszek! W swej naiwności sądzi, że ujdzie mu to na sucho.

Ale, co powtarza stryj Ferdynand - łowca i preparator motyli - wszystko ma swój czas. Kiedy indziej łapie się zmierzchnicę trupią główkę, a kiedy indziej niepylaka apollo. Również Logiczny będzie miał swoje wielkie pięć minut. I to niebawem!

Przedtem jednak wypada przedstawić resztę domowników.

Myślę o zwierzętach. A przewinęło się ich trochę przez nasz dom. I wciąż przewija. Prawdę mówiąc, nikt dokładnie nie wie, jak to się dzieje. Po prostu są i kropka. Raz więcej, raz mniej. Ssaków, ptaków, ryb, płazów, gadów. Nawet owady u nas gościły.

(...)

I obiecana historia Matyldy. Spośród stworzeń tymczasowo zamieszkujących pod naszym dachem chyba jej dzieje są najbarwniejsze. Tak, Matylda była kimś. Już sam fakt, że posiadała imię, o czymś świadczy. Przecież nie nadajemy imion stworzeniom nam obojętnym, niewiele czy wręcz nic nieznaczącym. Każdy to przyzna.

Phi! - parsknie zniecierpliwiony czytelnik; czymże zasłużyć mogła sobie kura domowa, zwykły gospodarski ptak z rodziny kurowatych (dawniej bażantowatych)? W końcu Europę Środkową zamieszkuje około czterdziestu tysięcy gatunków zwierząt, jest z czego wybierać i doprawdy dziwicie się mojej fascynacji?

Tylko że ja niczego nie muszę zmyślać, przynajmniej tu; a historia Matyldy, niby zwykłej kury, sama w sobie jest ciekawa. Zresztą, oceńcie sami.

Zaczęło się całkiem niewinnie. Pewnego razu Nata z Myszką wracały autobusem do domu. Za nimi weszła kontrolerka. Dzień targowy, tłok, ludziska z wywieszonymi językami. Gdy kontrolująca przecisnęła się do Myszki, mama, poszukując portfela z biletem, niechcący wysunęła z torby gipsowy odlew szczęki jednego z pacjentów. Widok wyszczerbionych zębów na drucianych zawiasach tak wstrząsnął sprawdzającą, że nie tylko zrezygnowała z obejrzenia biletu Myszki, ale i cofnęła się z obrzydzeniem. Potrąciła inną pasażerkę - z dużym kartonem, który upadł między siedzenia, rozsypując dziesiątki puchowych i zabarwionych żółto kuleczek.

Można wyobrazić sobie rwetes, gdyż delikatnymi kuleczkami okazały się kurczęta. Pasażerowie na wyścigi rzucili się z pomocą. Podczas powszechnego ścisku i nadgorliwości zbierających doszło do masakry. Co prawda część dopiero wyklutych kurcząt z powrotem znalazła się w pudle, jednak resztę spotkał fatalny los. Poszkodowana właścicielka wysiadła wkrótce, pociągając za sobą kontrolerkę. Autobus powoli pustoszał. Wreszcie dojechały na miejsce i Myszka z Natą. Wówczas to właśnie Nata, już wychodząc, dostrzegła ukrytą za workiem z książkami przyszłą Matyldę.

Rzecz jasna początkowo nikomu do głowy nie przyszło, że kurczak w domu zagrzeje miejsce dłużej. Zachwycaliśmy się nim - w końcu nie co dzień ma się do czynienia z kurczęciem w mieście. Natę rozpierało podniecenie. Wytargowała u rodziców zgodę na kilkudniowy pobyt kurczaka i niebawem słuch o nim zaginął. Przynajmniej pozornie.

Odkryłem bowiem, że Nata, wbrew zapewnieniom, wcale kurczęcia się nie pozbyła. Obiecałem siostrze nie zdradzić tej tajemnicy. Po mnie obecność kurczaka odkryła Plama, następnie Fryderyk, wreszcie i Myszka, ubłagana przez Natę o to, by przynajmniej nie ujawniać tego faktu tacie. Natomiast Staruszek, wówczas jeszcze w związku ze swoją pracą często w domu nieobecny, dosyć długo żył w nieświadomości.

Niestety, kurczak nie chciał przestać rosnąć. W ciągu paru tygodni przeistoczył się w sporych rozmiarów leghorna, głos mu zgrubiał i w ogóle zaczął czuć się w naszym domu jak we własnym kurniku. Gorzej nawet. Zamiast być potulną kurą, ptak dosyć prędko podporządkował sobie inne zwierzęta. Uciekały przed Matyldą i białe myszki, i chomik; również Plama, dziobnięta ostrzegawczo w nos, odnosiła się do nowej lokatorki z należytym respektem. Nie wspomnę nawet o Romulusie, który nie wiadomo dlaczego łukiem okrążał kurę. Jednym słowem Matylda zaczęła funkcjonować wśród nas na prawach domownika. A Nata triumfowała, co rusz z upodobaniem wiążąc pupilce na szyi wstążki i rozpuszczając ją nad miarę.

W końcu rzecz wydała się i przed Staruszkiem. Niosłem wtedy z podwórka wiadro po śmieciach, gdy ze schodów do moich uszu dotarły znajome głosy. To właśnie sąsiad Gwizło rozmawiał z tatą, który powrócił z kolejnej geologicznej eskapady.

- Panie Feliksie, proszę o wyrozumiałość... - Gwizło nie bardzo wiedział, jak przystąpić do sprawy. - ...Ale od szeregu dni słyszę przez ścianę jakby... gdakanie...

Cichcem podszedłem wyżej, chcąc przyjrzeć się reakcji taty.

- Gdakanie? - Z tonu głosu wnosiłem, iż nie był w najlepszej formie. - A jest pan pewien, że nie chrząkanie? Albo rżenie?

Urażony sąsiad wycofał się, jednak zasiane ziarno niepokoju rychło zakiełkowało. Dogoniłem Staruszka pod drzwiami.

- Fil - zagadnął po zdawkowym przywitaniu. - Czy ta nieszczęsna kura jeszcze tu jest? Myślałeś, że nie wiem? Nawet moja cierpliwość kiedyś musi się skończyć!

Bąknąłem coś wymijająco, gdy otworzyły się drzwi. Radość Naty zmroził atak.

- Nie chcę więcej słyszeć o tej cholernej kurze! Już raz sąsiedzi dobrali się nam do skóry i ledwo zatuszowałem sprawę! Tylko patrzeć, jak Gwizło rozpuści plotki o fermie drobiu! Co sobie wyobrażacie? Nie żyjemy na pustyni!

- Kura? Jaka kura? - Oczy Naty zrobiły się duże, co zawsze rozbrajało Staruszka. Wiedziała o tym doskonale. - Tato, masz na myśli Matyldę? To właściwie już jest oswojony ptak domowy...

Staruszek spojrzeniem poszukał ratunku u Myszki. Lecz mama tym razem wyglądała na wyjątkowo zdezorientowaną.

- Hej, popatrz, tato, jak Matylda się do ciebie uśmiecha... - bredziła dalej słodziutkim głosem pupilka Staruszka po przedstawieniu ukrywanej kury. - Jak wdzięcznie przekrzywia głowę, jakie ma inteligentne oczy... I pazury przycięte, nie szarpią dywanu...

- Chcecie mnie wykończyć... - skapitulował tato, być może porażony groteskowym obrazem uśmiechu na dziobie leghorna nie mniej niźli namolnością Naty. - Wytłumaczcie to temu tam. - Wskazał kciukiem za plecy, na ścianę dzielącą nas z mieszkaniem Gwizły.

I w taki oto sposób zameldowanie Matyldy ostatecznie zostało przypieczętowane. A brewerie ośmielonej tym kury przybrały na sile. Widać roznosił ją temperament, gdyż przestało jej wystarczać podporządkowywanie sobie reszty zwierząt. Zaczęła terroryzować i nas.

Na przykład wskakiwała na biurko, rozdzierając pazurami strony książek i zeszytów. Rozgrzebywała ziemię w doniczkach na parapecie. Notorycznie kradła pożywienie przeznaczone dla innych zwierząt. Jej odchody znajdowaliśmy we wszystkich pomieszczeniach i najbardziej nieprawdopodobnych miejscach, nie wyłączając wanny w łazience. Nata ledwo nadążała z uprzątaniem.

Zastraszani przez Matyldę byli również pacjenci Myszki. Wyglądało to tak, że kura paradowała wśród oczekujących w przedpokoju, żadnemu nie pozwalając wstać. Gdy kto się ruszył, natychmiast budził jej wściekłość. Trzepotała skrzydłami i awanturowała się tak długo, póki delikwent nie wykupił się czymś do jedzenia. Pacjenci, wiedząc o fanaberiach skrzydlatej wojowniczki, przychodzili później z okupem przygotowanym zawczasu.

Do ulubionych zabaw Matyldy należała jazda wierzchem na Plamie. Trochę w tym było mojej winy, przyznaję, gdyż kiedyś, dla hecy, sypnąłem ziarno na grzbiet suki. Od tej pory kura nie dawała jej spokoju, co rusz wskakując na grzbiet. I biedaczka musiała truchtać z bezwzględnym jeźdźcem. Widział kto kurę dosiadającą psa? Niechby jednak Plama spróbowała zaprotestować!

Czyż, mimo wrednych nieraz wybryków Matyldy, nie można jej było polubić, chociażby za charakter? A poza tym utwierdziła swoją nietykalność z jeszcze innego powodu. Może zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale uratowała dom przed pożarem.

Oczywiście, że nie latała z uruchomioną gaśnicą w dziobie! Po prostu niechcący ostrzegła przed tragedią. Tamtego dnia wszyscy, łącznie z Plamą, byliśmy na zewnątrz. A w kuchni zostawiliśmy czajnik na gazie. Woda wyparowała, ogień rozpalił blachę naczynia, zaś buchający żar przeskoczył na wiszącą obok ścierkę i dalej poszło szybko. To znaczy poszłoby, gdyby nie wściekłe gdakanie Matyldy zaniepokojonej dymem. Hałas zza ściany wyprowadził z równowagi Gwizłę, który przybiegł z interwencją i dostrzegł smużki dymu wydostające się szczelinami frontowych drzwi. Piorunem wywołał telefonicznie Myszkę z protezowni i tylko dzięki temu pożar zduszono w zarodku.

Matylda po takiej przygodzie do końca swoich dni winna chadzać w glorii. Los jednak rzadko bywa sprawiedliwy. Zgubiło ją wścibstwo. Nikt później nie umiał powiedzieć, jak to się stało. Ale faktem pozostanie, że kurę znaleźliśmy martwą w lodówce. Prawdopodobnie musiała tam wleźć w poszukiwaniu pokarmu, gdy drzwi były uchylone. Powietrza, mimo zatrzaśnięcia, miała dość. Ale wiadomo, że kury są wrażliwe na zimno...





Autor: Lech. M. Jakób
Komentarze + Dodaj komentarz
  • Znany styl, Trampkour (odpowiedzi: 0)
  • Nie mogę... styl mi przypomina mojegoulubionego pisarza Niziurskiego... a po przeczytaniu fragmentu jestem po prostu pełen podziwu dla kogoś kto to pisał.
 
Nasi partnerzy:
MEN SchoolNet eTwinning Związek Powiatów Polskich PCSS
Cisco OFEK Przyjazna Szkoła Fundacja Junior FIO CEO
Parafiada net PR Orange IMAX Cinema City WSP TWP
IMAGE PPI-ETC ArcaVir Master Solution Device


Projekt Polski Portal Edukacyjny Interkl@sa
powstał i był realizowany w latach 2000-2011 dzięki wsparciu
Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".


Pytania i uwagi: portal@interklasa.pl

Regulamin portalu /  Polityka prywatności /  Ochrona własności intelektualnej /  Zasady korzystania / 
Wyłączenie odpowiedzialności /  Biuro prasowe /  Zasady współpracy /  Redakcja /  Kontakt

Przejdź na stronę ucznia Przejdź na stronę nauczyciela Przejdź na stronę rodzica Certyfikat sieciaki.pl Przyjazna strona kidprotect.pl