czwartek 27 czerwca 2019 imieniny Maryli i Władysława 1952 - Urodził się Bogusław Linda
Do końca roku pozostało: 0 dni
Język polski
Interaktywna mapa szkół
Język polski Historia WOS Sztuka (plastyka i muzyka) Języki obce Religia i etyka
Matematyka Fizyka i astronomia Chemia Biologia Przyroda Geografia Technika Informatyka
Przedmioty zawodowe WF Ścieżki edukacyjne Wychowanie przedszkolne Nauczanie zintegrowane Więcej
Kolorowy zawrót głowy, czyli moja pierwsza miłość

Praca Anny Grabowskiej

Zazwyczaj mówi się, że tak młody człowiek, jakim jestem ja, nie jest w stanie poznać się na prawdziwości uczucia. Mając naście lat jesteśmy zupełnie niedojrzali, rzucamy wyznaniami jak zwykłymi, bezwartościowymi i wytartymi frazesami, niszcząc znaczenie „kocham cię” w całej wielkości i okazałości.

„Czym jest miłość?” - zadawałam sobie to pytanie jakiś czas temu, sądząc, że w moim wypadku zakochanie jest niemożliwe. Przecież tak trudno było zdobyć moje zaufanie, a mnie samej zaprzyjaźnić się z kimś. Co więcej, gdzieś z tyłu głowy miałam ciągle myśl, że miłości nie ma, więc nie mam czego żałować. W takim przekonaniu żyłam, obserwując związki i „związki” młodych, którzy mnie otaczali. Przekonywałam się, że mam rację, ale wiedziałam również, iż moje myślenie nie jest poprawne. Skazałam na śmierć całą hierarchię uczuć tylko z powodu bezmyślności innych. Jednak nie mogłam się przełamać i myśleć inaczej; nie miałam doświadczenia, przykładu, czegokolwiek, czym bym się podparła.

Idąc do pierwszej klasy liceum jako jedna z nielicznych osób nie byłam nastawiona na szukanie swojej drugiej połowy. Byłam biernym obserwatorem ludzkich rozgrywek, które wyłącznie mnie śmieszyły swoją prymitywnością i nastawieniem na „mieć”, a nie „być”. Zdaję sobie sprawę, jak to okrutnie brzmi, w końcu każdy pragnie kochać, jednak... Widziałam w nich właśnie ten egoizm chęci posiadania. Oni nie chcieli kochać, być bezinteresownymi, troskliwymi i dawać z siebie wszystko to, co najlepsze - chcieli być słuchanymi i chwalić się partnerem, jak nową zabawką. Oburzało mnie to, bowiem miałam zupełnie inne myślenie.

„Jakie?” - mogłoby paść pytanie. 

Ono w zasadzie się nie zmieniło. Wychowałam się na książkach, poezji i piosenkach, które w mniejszym lub większym stopniu mówiły o miłości. Nie zawsze mnie to przekonywało, ale podświadomie kształtował mi się jakiś obraz tego uczucia. Uwielbiając Poświatowską czy Tetmajera, słuchając Anny Marii Jopek lub Grechuty, jaką mogłam mieć wizję, jeśli nie miłości szalonej, szczęśliwej, czasem tragicznej, czasem zupełnie niezrozumiałej; miłości wielkiej, płomiennej, troskliwej i wspaniałej? Jeżeli miałam kochać, to ten stan miał trwać jako nigdy jednostajny. Czy powiem za dużo, jeśli wyznam, że po prostu pragnęłam skrajności?

Moją pierwszą, wielką miłość, co najzabawniejsze - nienawidziłam. Poznałam go właśnie w liceum, w nowej klasie. Jego widok wzbudził we mnie jakiś nieuzasadniony niepokój, z którym nie walczyłam i bezsensownie się mu poddałam. Nie rozmawialiśmy jako jedyni, choć wszyscy go lubili. Do dzisiaj się zastanawiam, jak to się stało, że miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego usiadłam z nim w ławce. On milczał, ja milczałam i tak nam się żyło, dopóki on nie zaczął się zmieniać. Miałam wrażenie, że zrzucił część swojej maski. Niepokój nagle zniknął, co mnie zdziwiło; ktoś, kogo nie polubiłam, zazwyczaj nigdy nie miał już okazji do pozyskania mojej sympatii. Był ewenementem i mogłam się domyślić, że się zauroczę, jednak raczej nie myślałam wtedy o takiej możliwości.

Nasza nieufność zniknęła po klasowej Wigilii - pamiętam, że z nagłej, przedziwnej potrzeby, objęłam go i pocałowałam w policzek. Po tym zdarzeniu, gdy wróciliśmy do szkoły, wszystko się zmieniło.

On zawsze było jak moje lustrzane odbicie, co mnie intrygowało, przerażało i zaskakiwało. Nagle spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, flirtowaliśmy, rozmawialiśmy. Byliśmy tak nierozerwalni, że to zaczęło interesować całą klasę. Minęło kilka miesięcy, a ja ze zgrozą obudziłam się któregoś pięknego dnia z myślą: „Kochana, jesteś ZAKOCHANA!”. Nie mogłam zrozumieć, jak to się stało, zresztą do dzisiaj nie potrafię wytłumaczyć fenomenu „od nienawiści do miłości”. Wtedy zrozumiałam wyłącznie jedno - on jest moją skrajnością, której poszukiwałam.

Pamiętam doskonale to uczucie szczęścia, które mi towarzyszyło na co dzień. Wręcz czułam, jak miłość rozwija się i rośnie we mnie, coraz silniejsza i potworniejsza, bo wiedziałam, że zada mi ból. Moja miłość była bardzo specyficzna od samego początku. Dlaczego? Ot, bo pozbawiona nadziei. Kochałam dla samej miłości.

On szybko się zorientował, wiedziałam o tym. Nigdy nie był otwartym człowiekiem, więc szybko poczułam, że uderzam w mur, jaki ustawił wokół siebie. Skończyły się lekkie rozmowy, często nasiąknięte dwuznacznościami, żarcikami i anegdotkami. Znowu się zmieniał, ale na gorsze - w przeciwieństwie do mnie. Gdy zakończyła się klasa, nasz kontakt na dwa miesiące umarł. Dosłownie.

Druga klasa była pandemonium mojego uczucia. Po drodze zdążyłam przejść wszystkie możliwe etapy cierpienia, bo pomimo braku nadziei, nie mogłam sobie poradzić z bólem. Kochałam tak mocno, że zdawało mi się, iż za niedługo serce wyjdzie mi gardłem i ucieknie z piskiem. Było mi żal, że coś tak pięknego nigdy nie będzie odwzajemnione, a ja prawdopodobnie (mówiąc ironicznie) padnę z nadmiaru uczucia. Nigdy nie przypuszczałam, że można kochać kogoś tak bezinteresownie, być dla niego wiecznie podporą, starać się, aby był szczęśliwy. On zachowywał się jak diabeł, ja żyłam jakby w innym świecie. Tworzyliśmy huragan, którego sami nie rozumieliśmy - dwie silne osobowości, które uwielbiały się i nie znosiły zarazem - nie mogły żyć z sobą i bez siebie. Kłócąc się, zadając sobie cierpienie, potrafiliśmy za chwilę znowu się uśmiechać i rozmawiać jak kilka miesięcy wcześniej.

Pamiętam dokładnie dzień, w którym wyznałam swoje uczucia. Zbierałam się na to wyznanie trzy miesiące i przez dwa dni ostatecznie ze sobą walczyłam, by wysłać wiadomość: „Zakochałam się w tobie” i dostać w odpowiedzi: „Wiedziałem, że o tym napiszesz”. Pomijając fakt, że byłam trochę nietrzeźwa, z czego dzisiaj obydwoje się śmiejemy (bardziej on).

Dlaczego w końcu wyznałam swoje uczucia? Sądziłam, że dzięki temu jakoś się tego pozbędę. Miłość bardzo mnie zmieniła, otworzyła na innych, nauczyła kochać, szanować i tolerować wiele rzeczy, których nie znosiłam. Choć była niespełniona, zrobiła bardzo wiele dobrego. Oczywiście, nic nie wyszło z moich przemyśleń.

Dzisiaj jestem maturzystką i dalej siedzę z moją skrajnością w ławce. Nie jest już diabłem. On nauczył się akceptować moją miłość i ufać mi jak nikomu innemu. Wie, że go nie zdradzę i może mi powierzyć wszystkie swoje najskrytsze tajemnice. Trochę mnie to wzrusza, gdyż sam zaczął przebijać swój mur, aby się do mnie dostać. Wierzę, że warto było przetrwać zły czas pełen smutku i kłótni, by teraz widzieć uśmiech na swojej i jego twarzy.

Moja pierwsza miłość jest taką, jaką pragnęłam, by była. Człowiek, którego pokochałam, jest podobny do mnie i inny równocześnie. Jesteśmy jak ogień i woda. Nasz związek ma dla mnie barwę czerwieni - namiętności, gwałtowności, miłości oraz wszelkich skrajności. Nie boję się mówić „kocham”, bo nie jest to utarty frazes, choć mam tylko osiemnaście lat.

 





Autor: Milena Więckowska
Komentarze + Dodaj komentarz
Zapraszamy do wyrażania opinii, redakcja portalu Interklasa.
 
Nasi partnerzy:
MEN SchoolNet eTwinning Związek Powiatów Polskich PCSS
Cisco OFEK Przyjazna Szkoła Fundacja Junior FIO CEO
Parafiada net PR Orange IMAX Cinema City WSP TWP
IMAGE PPI-ETC ArcaVir Master Solution Device


Projekt Polski Portal Edukacyjny Interkl@sa
powstał i był realizowany w latach 2000-2011 dzięki wsparciu
Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".


Pytania i uwagi: portal@interklasa.pl

Regulamin portalu /  Polityka prywatności /  Ochrona własności intelektualnej /  Zasady korzystania / 
Wyłączenie odpowiedzialności /  Biuro prasowe /  Zasady współpracy /  Redakcja /  Kontakt

Przejdź na stronę ucznia Przejdź na stronę nauczyciela Przejdź na stronę rodzica Certyfikat sieciaki.pl Przyjazna strona kidprotect.pl