niedziela 25 sierpnia 2019 imieniny Ludwika i Luizy 1900 - Zmarł Friedrich Nietzsche
Do końca roku pozostało: 0 dni
Historia
Interaktywna mapa szkół
Język polski Historia WOS Sztuka (plastyka i muzyka) Języki obce Religia i etyka
Matematyka Fizyka i astronomia Chemia Biologia Przyroda Geografia Technika Informatyka
Przedmioty zawodowe WF Ścieżki edukacyjne Wychowanie przedszkolne Nauczanie zintegrowane Więcej
Anegdoty z dziejów Polski

przełom XIX i XX w.


* * *

Sławny aktor polski, Ludwik Solski (naprawdę nazywał się Sosnowski, 1855-1954) był osobą wielce drażliwą na swoim punkcie. Pod koniec życia postawił przed sobą swoisty cel: dożyć stu lat. Doszło do tego, że nawet antydatował pisane przez siebie listy – byle przekroczyły zaklęty rok 1955. Niestety, sędziwy artysta jubileuszu nie doczekał, zmarł w roku 1954.

* * *

Franciszek Fiszer (1860-1937), niezwykły oryginał warszawski, samouk, żarłok, filozof i facecjonista z przełomu XIX i XX wieku, kiedyś z zapałem w kawiarni „Ziemiańska” przy ulicy Mazowieckiej dyskutował w poetami grupy Skamander i bywającym tam często generałem Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim; chodziło o pewną nowo wydaną książkę. Po długiej wymianie argumentów, gdy uczestnicy dyskusji byli już bardzo zniecierpliwieni nieustępliwą postawą słynnego „Franca”, Fiszer dysputę podsumował: „A ja i tak mam nad panami przewagę, bo panowie tę książkę czytali, a ja nie!”

* * *

Tenże Franciszek Fiszer kiedyś przesiadywał w ogródku jednej z kawiarni warszawskich przy Krakowskim Przedmieściu. Ulicą właśnie przeciągał kondukt pogrzebowy. „Ludzie, kto umarł?” – tubalnym głosem zapytał. „A ten to a ten” – odpowiedziano z pochodu. „A dobry to był człowiek?”. „Dobry, bardzo dobry”. „No to idę z wami” – i pan Franciszek dołączył do konduktu, towarzysząc nieznajomemu zmarłemu aż na cmentarz.

* * *

Franciszek Fiszer (1860-1937) uczestniczył kiedyś w pogrzebie. Na cmentarzu któryś z żałobników wspominał zmarłego, wreszcie tak się zaplątał w swym przemówieniu, że kompletnie stracił wątek i zamilkł. Wtem rozległ się basowy głos Fiszera: „No i cały pogrzeb na nic!”.

* * *

Wspomniany wyżej Franciszek Fiszer (1860-1937) był wielkim miłośnikiem teatru. Kiedyś wybrał się na premierę „Balladyny”, jednak podczas przedstawienia zaczął na głos rozmawiać z sąsiadem. Kiedy któryś z widzów zaczął mu robić wymówki, że nic nie słychać ze sceny, odparł: „Mój panie, Słowackiego trzeba znać na pamięć!”.

* * *

Lucyna Messal (1886-1953), gwiazda scen warszawskich okresu międzywojennego, jak każda znana artystka, miała liczne grono zawistnych koleżanek. Kiedy nadeszła wreszcie ostatnia chwila i pogrzeb na warszawskim cmentarzu, popularną „Messalkę” odprowadzały tłumy. Niedaleko stały dwie starsze panie; jedna zwróciła się do drugiej: „Widzisz, ile ludzi przyszło?”. „Tak, ona zawsze miała komplet”.

* * *

Mieczysław Karłowicz (1876-1909), wybitny kompozytor, był zapalonym wędkarzem. Kiedyś dopadł go strażnik rzeczny, gdy nielegalnie łowił pstrągi w nurtach Prutu. „Jakim prawem łowi pan tu ryby?”. Na to artysta: „Czynię to pod nakazem nieodpartej przemocy niezgłębionego intuicyjnego geniuszu ludzkiego nad upośledzoną nędzną kreaturą…”. Strażnik zdębiał, po czym zdjął czapkę i odrzekł: „Wybaczy pan, ale kto by tam znał te wszystkie nowe zarządzenia…”.

* * *

Franciszek Kostrzewski (1826-1911) znany malarz, ilustrator, znakomity obserwator scen rodzajowych, był stałym bywalcem męskich popijaw urządzanych przez warszawskiego handlarza win Edwarda Koelichena. Kiedyś spotkał damę wielce zgorszoną owymi imprezami, która zapytała artystę o te okropności. Na to Kostrzewski: „Droga pani, czy noszenie białego krawata jest czymś nieprzyzwoitym?”. „No, nie”. „A noszenie fraka?”. „Też nie”. „No więc co jest zdrożnego w tym, że tańczymy tam w samych białych krawatach i frakach?”.

* * *

Cenzorzy w Austro-Węgrzech znani byli ze swego ograniczenia, czasami wręcz głupoty. I tak niejaki Bertrand, cenzor we Lwowie, w każdym tekście, bez względu na znaczenie i sens, słowo ojczyzna zmieniał na Galicja. Kiedyś w treści „Ody do wąsów” F.D. Kniaźnina, w wierszu „Jana Trzeciego co Wiedeń zbawił” słowo Wiedeń zamienił na Paryż. Kiedy powiedziano mu, że jest to obraza dla historii, odpowiedział: „To nieistotne, ważne by nie było obrazy majestatu cesarsko-królewskiego”.

* * *





Autor: Marek Rezler
Komentarze + Dodaj komentarz

Polecam
Madzia
październik 03, 2007, 19:53
Polecam! Przeczytałam wszystko. Artykuł w ciekawy i przystępny sposób przybliża postacie historyczne.
 
Nasi partnerzy:
MEN SchoolNet eTwinning Związek Powiatów Polskich PCSS
Cisco OFEK Przyjazna Szkoła Fundacja Junior FIO CEO
Parafiada net PR Orange IMAX Cinema City WSP TWP
IMAGE PPI-ETC ArcaVir Master Solution Device


Projekt Polski Portal Edukacyjny Interkl@sa
powstał i był realizowany w latach 2000-2011 dzięki wsparciu
Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".


Pytania i uwagi: portal@interklasa.pl

Regulamin portalu /  Polityka prywatności /  Ochrona własności intelektualnej /  Zasady korzystania / 
Wyłączenie odpowiedzialności /  Biuro prasowe /  Zasady współpracy /  Redakcja /  Kontakt

Przejdź na stronę ucznia Przejdź na stronę nauczyciela Przejdź na stronę rodzica Certyfikat sieciaki.pl Przyjazna strona kidprotect.pl